|

Pierwsza fala” turystów” zalała rejon dzisiejszej Tunezji około ... XII wieku przed naszą erą. Byli to Fenicjanie, których tak urzekła okolica, że posadzili tu palmy, zbudowali Kartaginę i z powodzeniem, przez kilka stuleci, władali w basenie Morza Śródziemnego.
Później dotarli tu Rzymianie, zburzyli Kartaginę, ale w zamian utworzyli prowincję Africa i postawili własne, monumentalne budowle. W El Jem do dziś oglądać można wspaniale zachowane Koloseum - trzecie co do wielkości w całym antycznym świecie. Po Rzymianach przyszła kolej na plemiona Wandali, aż wreszcie Arabowie zadomowili się na dobre i z właściwym sobie talentem do interesów postanowili urządzić turystyczny raj dla przybyszów z Europy. Cena wywoławcza - 1 dinar W Tunezji przez większą część roku jest ciepło, słonecznie i w odróżnieniu od innych krajów arabskich, bardzo bezpiecznie. Miejscowa ludność odnosi się niezwykle przyjaźnie do turystów – zgubiłeś drogę w labiryncie uliczek, zaraz znajdzie się życzliwy przewodnik; popilnować rzeczy na plaży, albo przynieść butelkę zimnego napoju ? - nie ma sprawy, tutaj wszystko jest możliwe. W oazach mali chłopcy zachęcają do oglądania popisów wspinaczki na czubek niebotycznie wysokich palm daktylowych. Oczywiście nie za darmo - należy się co najmniej jeden dinar. Nawet w Matmata, daleko od nadmorskich kurortów, w unikalnych domach wydrążonych przed wiekami w skałach i do dziś zasiedlanych przez Berberów, mieszkańcy czekają cierpliwie na grupy wycieczkowiczów. Odwiedziny wyglądają mniej więcej tak: do jednej z owych niezwykłych pieczar podjeżdża autobus z grupą żądnych wrażeń wycieczkowiczów, chcących napatrzeć się na dziwnych ludzi, którzy postanowili pielęgnować styl życia praprzodków. Z głębi domu wychyla się kobieta w tradycyjnym berberyjskim stroju, siada na klepisku przy żarnach i pokazuje cywilizowanym turystom jak ciężko musi pracować na odrobinę strawy. Chętni mogą się z nią sfotografować, zaś ustawiona tuż obok miseczka powoli zapełnia się kolejnymi dinarami. Większość turystów jest pod takim wrażeniem, że nawet nie zdoła dostrzec, iż do owych prymitywnych siedlisk prowadzą słupy elektryczne. Prawdę mówiąc nie zdziwiłabym się, gdyby w niektórych z nich brzęczał już dzwonek telefonu, informujący o zbliżającej się kolejnej fali odwiedzających. Katarzyna Skorska
|
|