 |

Ma oryginalne pomysły i szalone marzenia. Jedno z nich to prowadzić własną księgarnio-kawiarnię. Niezależna finansowo i... uczuciowo, bo nadal szuka tej prawdziwej, jedynej miłości. Trochę zazdrości przyjaciółce - szczęśliwej żonie i matce, choć byłoby jej żal tego, co ma teraz - ciekawej pracy, imprez, spotkań z nowymi ludźmi.
Joanna przez kilka najbliższych tygodni będzie dzielić się z Tobą swoimi pragnieniami, marzeniami, uczuciami. Być może odnajdziesz w jej kartkach z pamiętnika cząstkę swojego życia, swoich rozterek, przemyśleń.
|

26
Znajomi wyjeżdzają jeszcze w marcu na narty a ja niestety wróciłam już do pracy. Na zimowym urlopie było bardzo fajnie, wypoczeliśmy, wyszaleliśmy się, naładowalismy akumulatory aby stawić czoła rzeczywistości. Dzieki temu, że stoki były oświetlone jeździliśmy również wieczorem, po kolacji. Mięśnie nas bolały, byliśmy zmęczeni, ale cóż to było za przyjemne zmeczenie po cudownym sportowym dniu!!! Potrzebowałam tego bardzo, myślę, że dłużej już bym bez tych wakacji zimowych nie usiedziała przy biurku, stukając w klawiaturę od rana do późnego popołudnia oraz uczestnicząc w niekończących się spotkaniach.
Luty był naprawdę udanym miesiącem, ale w marcu też jest całkiem przyjemnie. Myślę już o wiośnie. Chodzę na różne zajęcia sportowe, planuję zmianę garderoby na wiosenną, lżejszą. Marzą mi się już wiosenne sukienki, kolorowe płaszczyki, spacery w słońcu oraz jazda na rolkach. Znudziły mi się już te kurtki, czapki i rekawiczki.
Dzień Kobiet w Polsce chyba już na zawsze pozostanie świętem, które wzbudza mieszane uczucia. Bo czy mężczyźni nie powinni cenić i sprawiać miłych niespodzianek swoim kobietom przez cały rok, nie tylko 8 marca. Oczywiście, ale z drugiej strony denerwuje mnie i myślę, że inne kobiet również, kiedy mężczyźni próbują się wymigać od świętowania Dnia Kobiet, mówiąc, że to komunistyczne świeto, które nie ma racji bytu. Zdarzyło mi się również kiedyś, że nowo poznany mężczyzna uważał, że nie wypada mi dać kwiatka 8 marca ponieważ jestem nowoczesna, uważam, że związek damsko-męski powinnien być partnerski. Nic bardziej błędnego. Myślę, że większość młodych kobiet dąży do związków partnerskich, opartych na wspieraniu siebie, wzajemnej miłości, rozmawianiu ze sobą i dzieleniu się obowiązkami, a jednak nadal przyjemne jest dostać kwiatek w Dzień Kobiet. To się nie wyklucza. 8 marca jest również pretekstem do zastanowienia się czym jest kobiecość. Co współczesne kobiety robią, jakie mają marzenia, czy różnią się od swoich matek i babek. Ja też się nad tym czasami zastanawiam i myślę sobie, że jestem bardziej niezależna, odważna i świadoma swoich potrzeb. Może to również kwestia różnic charakteru natomiast moje życie jest zupełnie inne niż życie mojej mamy kiedy była w moim wieku. Ona poddawała się temu co życie przynosiło i czasami narzekała na los jaki ją spotkał. Kiedy byłam małą dziewczynką moja mama skarżyła się na tatę kończąc wiecznie powtarzanymi słowami: "Takiego męża los mi dał". Już wtedy wydawało mi się to dość dziwne. Jak to możliwe, czy kobiety nie mają wpływu na swoje życie i swoje decyzje. Oczywiście miały wpływ, tylko może bardziej poddawały się presji społecznej, oczekiwania wobec kobiet i samo społeczeństwo było inne.
25
W lutym jedziemy na narty. Bardzo się cieszę i już odliczam dni. Mam nadzieję, że zimowa pogoda się utrzyma i będziemy mogli cieszyć się białym szaleństwem w polskich górach. Zaczęliśmy już parę tygodni temu korzystać z uroków zimy, wybraliśmy się ze znajomymi na łyżwy. Było bardzo zabawnie ponieważ niektórzy z naszych przyjaciół dopiero się uczyli jeździć na łyżwach, w związku z tym wyglądali śmiesznie wykonujac niezdarne ruchy i wywracając się co jakiś czas.
Już nie mogę doczekać się Walentynek. Święto to dość banalne, amerykańskie i wokół mówi się często, że jest komercyjne i nie ma w naszej kulturze żadnych tradycji. Mimo wszystko ja zaczynam je lubić tym bardziej, że w tym roku w Walentynki będę śmigać z moim chłopakiem na nartach.
Niech żyje bal i sezon kankarnawałowych szaleństw!!! Ostatnio często chodzimy na imprezy - ciągle coś się dzieje. Poza typowymi karnawałowymi balami sporo moich znajomych ma urodziny i imieniny także okazji do zabawy jest naprawdę wiele. Czasami ciężko znaleźć przebranie na bal karnawałowy jeśli temat imprezy i kostiumu to na przykład robak!!
Dzisiaj jest właśnie taki dzień, kiedy nie powinnam już siedzieć przy biurku, tylko być w domu bądź u kosmetyczki czy fryzjera szykując się na bal. A jeszcze muszę wskoczyć do sklepu kupić parę gadżetów do mojego przebrania. Jak zwykle będę trochę spóźniona.
Przynajmniej dzisiaj nie muszę się przebierać za robaka tylko za kogoś zdecydowanie bliższego mojej naturze.
24
Ach ten Nowy Rok. Sylwester był naprawdę szampański i szalony. Po raz pierwszy o tej porze roku wybrałam się nad morze. Mimo panującego tam chłodu, było naprawdę pięknie.
Marzyłam co prawda o wyjeździe do ciepłych mórz, ale Bałtyk też ma swój urok.
Wybraliśmy się z grupką znajomych do małej, uroczej miejscowości, wynajęliśmy przytulny domek, tam wspólnie spędziliśmy sylwestra i przywitaliśmy Nowy Rok. Było cudownie, wesoło, imprezowo, odświętnie. Chciałam aby czas stanął w miejscu na chwilę i żebyśmy dłużej mogli tak trwać w rozbawieniu, szczęściu i błogim lenistwie.
Rok 2004 muszę zaliczyć do udanych i szczęśliwych mimo różnych przejściowych problemów w pracy. Pamiętam, że miniony rok rozpoczęłam burzą mózgów i w rezultacie ustaleniem paru mocnych postanowień. Muszę przyznać, że się udało. Otworzyłam się na miłość i ona przyszła. To niesamowite, że tak to działa - wystarczy czegoś chcieć, powiedzieć to sobie, pozytywnie myśleć i życzenie się spełnia.
Mam nadzieję, że rok 2005 będzie jeszcze lepszy. W tym roku mam kolejne postanowienia. Po pierwsze: organizować sobie pracę tak aby wychodzić z biura o normalnych godzinach. Dodatkowo muszę być zdecydowanie bardziej asertywna aby ten cel mógł się spełnić. Kolejne postanowienia to chodzić na jogę i na basen dla frajdy i dla dobra mojego kręgosłupa, który ostatnio bardzo mnie bolał. I wreszcie zapisać się na lekcje hiszpańskiego, którego już dawno chciałam się nauczyć. Ponadto dzięki temu, że będę wcześniej wychodzić z pracy znajdę więcej czasu dla mojego chłopaka, przyjaciół i rodziny. Będę też miała więcej czasu na czytanie książek, kino, teatr i wszystkie inne przyjemności na które w tym roku miałam trochę za mało czasu.
23
Niesamowite jest to jak czas goni. Ostatnio dni, tygodnie i miesiące mijają w moim życiu bardzo szybko. Znowu nadszedł ten szczególny czas w roku: okres świateczny - gorączka zakupów, spotkania z rodziną i przyjaciółmi, składanie sobie życzeń, obdarowywanie się prezentami, gotowanie potraw, pieczenie ciast i ubieranie choinki. Właśnie zdałam sobie sprawę, że dawno już nie ubierałam prawdziwej, wielkiej, pachnącej lasem choinki. Taka właśnie, jak to moja mama zwykła mawiać niepraktyczna choinka, była u nas w domu za czasów mojego dzieciństwa. Potem czym starsze stawałyśmy się z siostrą coraz mniej nam zależało na tej żywej choince. Pewnego dnia praktyczność mamy wygrała - w domu pojawiła się smutna, jakby łysawa, sztyczna choinka o zbyt regularnych kształtach. W dorosłym życiu, w moim małym mieszkaniu też nigdy nie było miejsca na dużą, żywą choinkę. Właściwie nigdy jej nie było- była tylko jakaś namiastka w postaci czegoś na kształt świątecznej choinki. W tym roku mam ochotę ubrać prawdziwą choinkę. Tylko gdzie ja ją postawię tego jeszcze nie wiem, ale zastanowię się nad tym.
Generalnie w tym roku jestem w bardziej świątecznym nastroju, zaczęłam znosić do domu różne przepisy na świąteczne potrawy. Mam ochotę coś pysznego ugotować. Pierwsze kroki w gotowaniu dla wiekszej grupy zaproszonych gości postawiłam już w święto niepodległości w listopadzie. Zaprosiłam na obiad rodzinę, było bardzo sympatycznie, wszystko im smakowało (a przynajmniej tak mówili). Miałam tylko małe problemy z czasem ponieważ troszeczkę się przeliczyłam i nie byłam na czas ze wszystkim gotowa. Wystarczyło, że na zakupach spędziłam o jedną godzinę więcej niż planowałam i cały mój plan troche się posypał. Kiedy pierwsi goście się zjawili ja byłam gotowa jedynie z przystawkami i dopiero zaczynałam gotować danie główne. Na szczęście była to bardzo prosta potrawa, której przyrządzenie nie wymaga dużo czasu. Czym dłużej myślę o świetach tym bardziej nie mogę się ich już doczekać. W tym roku spędzę je z kimś wyjatkowym i ważnym dla mnie, co ma duży wpływ na to, że święta nabierają większego znaczenia. Stają się bardziej radosne, nabierają barw, ciepła, zapachu i całej swej wyrazistości. Dlatego chcę ubierać choinkę, piec ciasta i robić inne zwyczajne rzeczy, które kobiety, mężczyźni i dzieci zazwyczaj robią w okresie świąt (może poza ogladaniem po raz kolejny Potopu i innych światecznych hitów).
22
Bardzo lubię październik. To miesiąc moich urodzin. Jeśli świeci słońce jest bardzo przyjemnie, temperatura jest optymalna - nie ma upału, ale też nie ma chłodu. Październik jest doskonały na spacery. Jest to również zazwyczaj ostatni miesiąc przed zimą, kiedy mogę pojeździć na rolkach, w listopadzie jest już zazwyczaj mokro i nieprzyjemnie.
Kiedyś nie lubiłam października i jesieni. Ta pora roku wydawała mi nudna, nieciekawa, bez wyrazu. Parę lat temu polubiłam jesień, dojrzałam zalety tej pięknej, kolorowej pory roku, podobnie jak dojrzewa się do pewnych smaków czy potraw. Na przykład całkiem niedawno pulubiłam wątróbke, która w dzieciństwie była dla mnie najbardziej znienawidzoną potrawą.
Moje urodziny zbliżają się wielkimi krokami. Mam ochotę zrobić fajną imprezę z tej okazji. Wreszcie spotkam się ze znajomymi, których dawno nie widziałam. Już nie mogę się doczekać.
Będziemy rozmawiać, tańczyć, wspominać dawne czasu i planować kolejne spotkania. Zawsze bardzo lubiłam dzień moich urodzin. Aczkolwiek ostatnio coraz bardziej przypomina o upływajacym czasie.
Wielkimi krokami nadchodzi przełomowy czas, kiedy skończę magiczną trzydziestkę. Jak popatrzę w przeszłość na moje życiowe plany to w takim wieku miałam już być gdzieś dalej, choć nigdy nie planowałam precyzyjnie, marzenia i plany tkwiły jedynie we mnie. W każdym razie miałam już znać więcej języków obcych, mieć skończone studia podyplomowe, urodzić dziecko i w związku z tym mieszkać w większym mieszkaniu. Nie jestem specjalnie przybita, że nie zrealizowałam jakiejś pozycji z tych planów. Moje życie jest fajne i ciekawe. Chyba mogę powiedzieć, że jestem szczęśliwa. Staram się korzystać z każdej wolnej chwili, cieszyć się życiem, brać z niego jak najwięcej, ale również dawać dużo z siebie. Na wszystko przyjdzie właściwy czas. Jestem tego pewna. Muszę dojrzeć do smakownia kolejnych, nowych doznań i doświadczeń tak jak dorosłam do niektórych potraw i pór roku.
21
Trochę mi smutno, że lato się kończy. Chciałabym, żeby trwało dłużej bym mogła w pełni z niego korzystać. Chciałabym jeszcze gdzieś wyjechać przynajmniej na parę dni: uciec z miasta, odpocząć, zmienić otoczenie. Moja lipcowa, wakacyjna podróż odchodzi powolutku w zapomienie, przytłoczona nadmiarem pracy, codziennych obowiązków, zmęczenia.
Właśnie zdałam sobie sprawę, że mam szansę na wyrwanie się w weekend z miasta ponieważ jesteśmy zaproszeni na ślub znajomych, który odbędzie się nad morzem. Super! Mam nadzieję, że uda mi się trochę odpocząć.
Mam nadzieję, że jesień bedzie ładna, zachęcajaca do spacerów, podziwiania pięknych kolorów. Nie mogę się również doczekać nowego repertuaru w kinach: lada chwila pojawi się nowy film Almodovara. Już słyszałam, że jest zupełnie inny niż dotychczasowe jego filmy. Wszyscy moi znajomi wyczekują z niecierpliwością na to co Almodovar teraz nam pokaże.
Myślę sobie, że skoro barwy w otaczającym świecie się zmieniają to może ja zmienię coś w moim wyglądzie - na przykład kolor włosów. Mam ochotę na jakiś piękny, soczysty, głęboki kasztan. Może moje życie się zmienia. Olga Tokarczuk napisała w jednej z książek, że kiedy kobieta zmienia kolor włosów to rozpoczyna nowy etap swojego życia, zmienia się i oczekuje czegoś nowego. Ja nie oczekuję żadnych przełomowych zmian i rewolucji w moim życiu. Marzę o relaksie i spokoju, słuchaniu muzyki, czytaniu księżek w fotelu. Brzmi nudno, ale właśnie tego mi teraz trzeba: prostych przyjemności.
Kiedyś rozmawiałam ze znajomym, który mieszka w ciepłym klimacie. Nie mogłam go zrozumieć, kiedy narzekał na pogodę, na wieczny upał. Mówił o prozaicznych sprawach takich jak na przykład ubrania, które zawsze są takie same bo cały czas jest ciepło i nic innego nie można założyć. Teraz myślę sobie, że on miał rację: ja już pod koniec lata myślałam o zmianie garderoby na miłe w dotyku, ciepłe golfy, w które można się wtulić. Cztery pory roku to bardzo fajny wynalazek.
20
Wróciłam z wakacji i rzeczywistość mnie przytłoczyła. Mam zaległości w pracy, mój samochód jest popsuty i okazało się, że nie udało się go naprawić w ciągu jednego a nawet paru dni. Bez samochodu życie jest trudniejsze, niecierpliwię się czekając na przystankach autobusowych. Staram się jednak znaleźć również dobre strony przemieszczanie się środkami komunikacji miejskiej - na przykład znajduję czas w autobusie na czytanie książek, gazet czy spokojne przyglądanie się mojemu miastu, którego nie widziałam przez dwa tygodnie.
Podczas wakacji, które były aktywne odwiedziłam, zwiedziłam sporo większych i mniejszych miasteczek. Najbardziej podobały mi się małe, urokliwe uliczki, przechadzałam się po nich z przyjaciółmi, uciekając przed nadmiernym gorącem. Podziwialiśmy piękne, stare budynki, podglądaliśmy życie mieszkańców tych cudownych miejsc. Spędziliśmy również trochę czasu pływając, nurkując i odpoczywając na plaży. Zupełnie zapomniałam o pracy i o troskach dnia codziennego. Obudziły się we mnie pasje z dzieciństwa i narysowałam widok z domu, w który przebywaliśmy przez parę dni - na morze, malutką wysepkę oraz piękne niebo. Rysunek nie wypadł najlepiej, ale sam proces rysowania był bardzo przyjemny i relaksujący.
Pocieszam się, że po powrocie z wakacji, pracując i żyjąc w moim mieście, również mogę przyjemnie spędzać czas wolny. Czytałam ostatnio o ciekawym miejscu- restauracji, w której dania serwowane są nie na stole, tylko na kocu - można się tam poczuć jak na prawdziwym pikniku. Poza tym słyszałam również o pomyśle aby zrobić plażę nad Wisłą. Domyślam się, że inspiracją był Paryż, w którym stworzono plażę nad Sekwaną i podobno cieszy się ona ogromnym zainteresowaniem Paryżan. Plaże nad polskim rzekami w miastach to pewnie daleka perspektywa, może jednak kiedyś się uda. Wszystkie te pomysły inspirują mnie do ciekawego, spędzenia czasu w mieście, chociażby w parku. Dzięki temu będę mogła przez całe lato cieszyć się wakacjami lub chociaż namiastką wakacji.
19
Za parę tygodni wyjeżdżam ze znajomymi na wakacje. Nigdy nie lubiłam wracać do miejsc, które już widziałam. Nawet jeśli były bardzo piękne. Na świecie jest tyle cudownych miejsc. Zawsze wydawało mi się, że muszę zobaczyć coś nowego, nieznanego. Tym razem zdecydowałam się jechać do Chorwacji mimo, iż byłam już w byłej Jugosławii w 1990 roku, przed samym wybuchem wojny na Bałkanach. Tamte wakacje były cudowne - jedne z ostatnich, wspólnych wyjazdów z rodzicami. Było gorąco i pięknie. Oglądam zdjęcia z przed 14 lat i widzę moje chude, spalone słońcem, brązowe ciało w Mostarze, na słynnym moście, twarz nastolatki, na nosie za wielkie okulary. Bardzo chude nogi i ręce były moim wielkim kompleksem - teraz śmieję się z tego i wspominam z łezką w oku ten beztroski okres życia. Na Bałkany miałam wrócić ponieważ zostawiłam tam klapki plażowe, położyłam je na parkingu przed samochodem, usiadłam na tylnym siedzeniu i zasnęłam. Rodzice ruszyli w trasę, nie zauważywszy, że klapki zostały na parkingu. Potem ich długo szukaliśmy i śmialiśmy się, kiedy przypomiałam sobie gdzie je zostawiłam.
Teraz Chorwacja i Bałkany będą inne, niosące piętno wojny domowej, nadal piękne i gorące. Słońca nie mogę się już doczekać zmarznięta chłodnym, polskim latem. Trochę się obawiam tłumów turystów ale może uda nam się dotrzeć do miejsc mniej obleganych. Czytam z moimi przyjaciółmi przewodniki i opracowujemy trasę wycieczki. Chcemy zatrzymać się na parę dni również na Węgrzech i wyskoczyć jeszcze do Wenecji. Po filmie Ogród rozkoszy ziemskich, którego akcja rozgrywa się w Wenecji, miasto to chciałabym zobaczyć ponownie i być może zrobić coś tak banalnie romantycznego jak przepłynąć się z moim chłopakiem w ciepły wieczór gondolą. Słyszałam ostatnio w radiu, że ludzie w wakacje trochę głupieją i są bardziej skłonni do kupowania kiczowatych pamiątek czy biżuterii, słuchania niewyszukanej muzyki. Być może to dotyczy też przeżyć, które wyobrażamy sobie czerpiąc inspirację z amerykańskich komedii romantycznych. Podobno faceci uwielbiają piłkę nożną, a kobiety przeszkadzają im pasjonować się football'em. Większość chłopaków z którymi się spotykałam nie podzielała moich zainteresowań piłką nożną. Jeden miał nawet do mnie pretensje, że wole oglądać mecz niż iść z nim na spacer i wiecznie toczył ze mną boje o piłkę. Zbyszek ogląda ze mną mecze, ale niestety na niektórych zasypia i budzą go dopiero moje okrzyki szczęścia ze zdobytych przez Portugalczyków czy Czechów goli. Piłką nożną zaraziłam się od mojego taty, kiedyś byłam wielką fanką między innymi Zbyszka Bońka, teraz zazdroszczę naszym południowym sąsiadom, że mają takich wspaniałych piłkarzy.
18
Mam nadzieję, że pogoda na dłużej zrobiła się ładna. Słońce pod koniec maja nie rozpieszczało nas, a chyba wszyscy byliśmy spragnieni ciepła. Przez ostatnie kilkanaście lat przyzwyczajaliśmy się, że w maju przechodzimy z pory zimowej na letnią, a w tym roku maj przypominał bardziej jesień niż wiosnę. Odruchowo, jak co roku w maju, wyjęłam wiosenne i letnie ubrania: spódnice i sukienki z różnych zakamarków szaf i nawet parę razy włożyłam je na siebie spragniona wiosny, nie wierząc pogodzie, po czym okazywało się, że zmarzłam i kolejnego dnia wracałam do znudzonych, jesienno-zimowych ubrań.
Teraz pogoda zdecydowanie się poprawiła, ale ja nie mam czasu i siły żeby zajmować się wiosenną garderobą, spacerami i innymi drobnymi przyjemnościami. Mam ostatnio bardzo dużo pracy. Całe dni spędzam przy komputerze i na służbowych spotkaniach. Równocześnie dużo się uczę ponieważ pracuję nad moim, pierwszym tak poważnym projektem. Mój chłopak Zbyszek denerwuje się trochę, że dużo czasu poświęcam pracy i nie mam czasu dla niego. Rozmawialiśmy ostatnio na ten temat wiele razy i mam nadzieję, że mamy już za sobą wszystkie dyskusje dotyczące mojej pracy.
Odwiedziłam moją mamę. Spędziłyśmy cudowną sobotę na działce, nie widziałyśmy się już ponad miesiąc dlatego miałyśmy dużo tematów do przedyskutowania. Mama opowiedziała mi również o tym co się dzieje u moich koleżanek z liceum, których nie widziałam już parę lat.
Wszystko się u nich zmienia. Siedziałyśmy sobie na leżakach w ogrodzie, piłyśmy kawę, jadłyśmy owoce i ciasteczka. Zapomniałam na chwilę o pracy i o wszystkich problemach.
Z działki od mamy wyciągnął mnie Zbyszek, który został w domu, tęsknił, dzwonił, wysyłam SMSy. Mimo chwilowych nieporozumień związanych z tym, że poświęcam teraz zdecydowanie więcej czasu na pracę, jest mi bardzo dobrze ze Zbyszkiem. Kiedy w piątek wychodziliśmy razem z klubu jakiś nieznajomy chłopak zwrócił się do nas z prośbą o ogień używając zwrotu: hej zakochani.
17
Czy jest ktoś kto nie lubi maja? Jest ciepło, słonecznie, świat dostaje rumieńców, nabiera barw, kwiaty kwitną, jest cudownie. Jeszcze częściej jeżdzę na rolkach ponieważ mój chłopak również kupił sobie rolki. Zdarzyło nam się nawet raz, podczas deszczowej pogody, jeździć na rolkach po moim, niezbyt dużym mieszkaniu. Właściwie był to raczej taniec w rytmie muzyki funkowej a nie jazda, ale było super i o dziwo moi sąsiedzi nie okazali zdenerwowania.
Maj jest jednym z moich ulubionych miesięcy również dlatego, że jest Święto Pracy i Konstytucji 3 Maja czyli jak to ktoś ładnie nazwał jeden z najdłuższych weekendów nowoczesnej Europy. Specjaliści twierdzą, że nasze zmęczone po zimie organizmy najbardziej potrzebują odpoczynku i urlopu właśnie na wiosnę. Tegoroczny weekend majowy nie był bardzo długi, wzięłam dodatkowo tylko jeden dzień wolny, ale majówka i tak była bardzo udana. Nie mogliśmy się zdecydować czy jechać na północ czy na południe Polski. Generalnie było nam wszystko jedno - chcieliśmy spędzić kilka cudownych, wolnych od pracy dni razem. Góry zwyciężyły ponieważ obawialiśmy się trochę nadmorskich wiatrów, a byliśmy bardzo spragnieni słońca i ciepła. Urządzaliśmy sobie majowe pikniki, chodziliśmy po górach. Było miło, wesoło i romantycznie. Maj jest piękny.
Odwiedził nas ostatnio kolega Zbyszka z innego miasta. Nigdy wcześniej go nie widziałam, znałam tylko z opowiadań. Okazało się, że jest bardzo fajnym facetem. Spędziliśmy we trójkę 2 dni. Robiliśmy razem zakupy i obiady, byliśmy na spacerze w parku, kolega Zbyszka zrobił nam piękne zdjęcia. Wieczorem piliśmy wino i dyskutowaliśmy o różnych sprawach. Grzegorz - przyjaciel Zbyszka przyznawał mi rację w wielu kwestiach, powiedził, że jestem bardzo wrażliwa. Czułam, że doskonale mnie rozumie. Mam wrażenie jakbym zyskała prawdziwego przyjaciela.
Stało się, weszliśmy do Unii Europejskiej. W normalnych okolicznosciach byłabym tym faktem bardzo podekscytowana i zainteresowana. Cieszy mnie, że Polska wreszcie wchodzi do Unii, ale w ostatnim czasie to co się dzieje w moim życiu prywatnym stało się zdecydowanie ważniejsze niż świat wokół, niż jakiekolwiek kwestie publicze. Już planujemy ze Zbyszkiem kolejne, słoneczne, tym razem letnie i zdecydowanie dłuższe wakacje. Na moim biurku stoją prześliczne fiołki.
16
Nie mogę uwierzyć, że to już Wielkanoc. Czas pędzi w tym roku jak szalony. Jest cieplej, dni są coraz dłuższe i piękniejsze, spędzam więcej czasu na dworze, chodzę na spacery i jeżdzę na rolkach. Czuję się jednak trochę przemęczona. Tym bardziej cieszę się, że bedę miała wolny czas podczas Świąt. Spotkam się z rodzinką, odpocznę, naładuję akumulatory przed czekającym mnie okresem wytężonej pracy. Jest mi tylko trochę smutno, że nie będę się widziała przez trzy dni z moim chłopakiem. On wyjeżdza do swoich rodziców a ja do moich. Teraz spędzamy ze sobą każdą wolną chwilę, chyba nie ma dnia żebyśmy się nie widzieli dlatego te trzy dni wydają się wiecznością. Są również pozytywne strony tej rozłąki - wreszcie będę miała trochę czasu dla siebie - nadrobię zaległości w czytaniu prasy i książek. Spotkam się ze znajomymi, których ostatnio trochę zaniedbywałam.
Postanowiłam na wiosnę odświeżyć mieszkanie, wprowadziłam więcej jasnych barw, zmieniłam kolor szaf i wreszcie wymieniłam okna, których stan był opłakany. Muszę jeszcze pomalować ściany na jakiś ładny, soczysty kolor i powiesić na nich czarno-białe fotografie. Uwielbiam zdjęcia. Z jedną z moich koleżanek umówiłam się na sesję zdjęciową z wykorzystaniem jej nowego , bardzo profesjonalnego aparatu fotograficznego. Owoce naszej zabawy z nowym aparatem mają zawisnąc na ścianach mojego mieszkania. Może uda mi się namówić mojego chłopaka żeby też wziął udział w sesji. Mam nadzięję, że bedziemy się świetnie bawić i fotografie będą piękne. Cały czas jestem w bardzo romantycznym nastroju. Chyba się zakochuję. Choć widzę również Jego wady; różne drobiazgi, które czasami mnie denerwują. Przeważają jednak w naszym związku bardzo radosne chwile i pozytywne uczucia. Udało mi się nawet namówić Zbyszka - byłego muzyka rockowego na koncert muzyki poważnej. Nie chadzam często na koncerty muzyki klasycznej, jednak w okresie wielkanocnym jestem w takim nastroju, że mam ochotę posłuchać muzyki poważnej. Parę lat temu byłam w Wielki Piątek na Koncercie muzyki Mozarta, było cudownie.
15
Moje życie nabrało kolorów. Staram się korzystać z uroków kończącej się zimy a do mojego serca zawitała już wiosna. Chodzę na romantyczne randki na miejskie lodowisko i czuję się jak bohaterka Love Story jeżdząca na łyżwach po nowojorskim lodowisku w Central Parku. Byłam również na randce filmowej - całonocnym maratonie i ciągle miałam ochotę go całować.
Pierwsze oznaki wiosny przyszły do mojego serca w Walentynki. Brzmi bardzo banalnie i romantycznie jak wiekszość ostatnich wydarzeń w moim życiu. W walentynkowy wieczór byłam przeziębiona i siedziałam w domu, około godziny 21.00. stwierdziłam jednak, że nie mogę już wytrzymać leżenia w łóżku, po głębszym zastanowieniu, stwierdziłam, że właściwie czuję się już całkiem nieźle, dałam się namówić znajomym na wieczorne imprezowanie i... poznałam tego faceta... w klubie. Teraz cieszę się bardzo, że byłam trochę nierozsądna i mimo przeziębienia wyszłam w tę sobotnią noc do klubu. Prawie każdą wolną chwilę spędzamy razem, odkrywamy siebie nawzajem, czasami prowadzimy burzliwe dyskusje, wymieniamy poglądy, cieszymy się sobą, kiedy oboje jesteśmy w pracy piszemy do siebie maile i SMSy. Cudowne jest to, że On świetnie gotuje dla mnie pyszne dania, niektórych z nich nigdy wcześniej nie jadłam.
Spędziłam cudowny, długi weekend na nartach o których marzyłam już od stycznia. Ponieważ kocham słońce - szaleństwo na nartach najcudowniejsze jest dla mnie w marcu. W tym roku nie trzeba nawet wyjeżdzać za granicę. Pogoda dla miłośników marcowej jazdy na nartach jest bardzo łaskawa - śnieg i słońce mamy w Polsce. Huraaa!!
Obejrzałam film, który mnie zachwycił i długo będę o nim pamiętać "Ogród rozkoszy ziemskich" wyreżyserowany przez Polaka Lecha Majewskiego na podstawie jego powieści "Metafizyka". Takiego filmu jeszcze wcześniej nie widziałam. Wydaje się, iż jest zrobiony w bardzo prosty i nieprofesjonalny sposób, a daje niesamowitą skalę doznań estetycznych, artystycznych i metafizycznych. Akcja dzieje się w pięknej Wenecji, bohaterka zajmuje się sztuką, opowiada zwiedzajacym muzeum o obrazie Boscha, który stanowi również inspirację w jej prywatnym życiu. Jej życie staje się scenami z obrazu Boscha. Bohaterka jest kobieca, zmysłową i kocha życie. Chce je zrozumieć i przeżyć w sposób pełny i piękny. Cudowna, nastrojowa muzyka idealnie uzupełnia klimat fimu. Jestem zauroczona. Niektórzy twierdzą, że film jest trudny. Myślę, że kobietom się spodoba dlatego polecam go wszystkim moim koleżankom.
14
Rozpoczynający się Nowy Rok ma dla mnie symboliczne znaczenie. Czuję, że życie daje mi kolejną szansę, że mogę wszystko zmienić. Jasne, że nie ma obiektywnego powodu aby styczeń czy luty miał być lepszy w kontekście zmian niż jakikolwiek inny miesiąc, jest jednak dobrym pretekstem, fajnie jest czuć tę sprawczą siłę. Nigdy jeszcze nie podeszłam do postanowień noworocznych tak poważnie jak w tym roku - mam ich kilka. Wszystkie są związane z moim życiem prywatnym, które w tamtym roku nie należało do najbardziej udanych, a działo się sporo; dużo zmian, wzlotów i upadków.
Zawsze uwielbiałam zmiany ale w tym roku poczułam po raz pierwszy w życiu, że nie tylko jestem gotowa ale również bardzo chcę wprowadzić tego jednego mężczyznę na stałe do mojego życia i to bynajmniej nie ma oznaczać nudy tylko radość, szczęście i spełnienie. Niech 2004 rok będzie szczęśliwie przełomowy w moim życiu prywatnym. 2003 rok był udany zawodowo teraz czas na prawdziwe przyjemności!!!
Pierwsze tygodnie 2004 roku mijają nieubłaganie. Dotychczas udało mi się wprowadzić w życie jedno postanowienie noworoczne - odnowić stare, długotrwałe przyjaźnie, które w tamtym roku trochę zaniedbałam pochłonięta pracą i własnymi problemami. Starzy znajomi odezwali się do mnie w Nowym Roku, do niektórych ja pierwsza wykręciłam numer żeby złożyć życzenia. Potem były spotkania, rozmowy, nadrabianie zaległości, oglądanie zdjęć. Jedna z moich koleżanek z którą nie widziałam się przez rok, zadzwoniła do mnie w styczniu złożyć życzenia i podzielić się swoim szczęściem - w grudniu urodziła dziecko!!! Była to dla mnie prawdziwa niespodzianka ponieważ nie wiedziałam, że była w ciąży. Kiedy ostatnio, krótko rozmawiałyśmy przez telefon przed Świętami Wielkanocnymi ja się bardzo spieszyłam i musiałam szybko skończyć rozmowę. Teraz sobie myślę, że Marysia już wtedy chciała się podzielić ze mną radosną nowiną a ja jej nie wysłuchałam ponieważ byłam zajęta, nie zachowałam się jak dobra koleżanka. Teraz się poprawiam.
Często spotykam się z bliskimi: przyjaciółmi i rodziną. Pojechałam do rodzinnego miasteczka odwiedzić babcię w Dzień Babci. Nie wiem czy prezent, który kupiłam był trafiony, miałam z nim spory problem. Ktoś ostatnio powiedział, że zawsze dajemy w prezencie to co sami chcielibyśmy dostać nawet jeśli staramy się wybrać coś specjalnego dla konkretnej osoby, w końcu i tak wygrywa prezent, który nam się podoba. Babcia była podekscytowana, upiekła pyszne ciasta, było dużo ciepła i śmiechu. Dzisiaj wieczorem będę rysowała konie i czytała książki z małą, uroczą dziewczynką, która dzieli moje pasje związane z końmi, śmiesznymi czapkami, torebkami i czytaniem książek.
13
Nadszedł grudzień. Podobno już za parę dni ma się zrobić mroźno, spadnie śnieg. Będzie prawdziwa zima. Kiedy byłam małą dziewczynką podobnie jak większość moich rówieśników wyczekiwałam na śnieg z wielką nadzieją, kiedy tylko się pojawiał byłam szczęśliwa i radosna, wychodziłam lepić bałwana i rzucać śnieżkami. Teraz myślę sobie śnieg w mieście, zrobi się błoto i breja, będzie ślisko, prowadzenie samochodu będzie utrudnione, zrobią się gigantyczne korki. Ponadto nie mam zaufania do siebie jako kierowcy w trudnych warunkach ponieważ już parę razy zdarzyło mi się wpaść w poślizg zimą. Wybieram się na kurs bezpiecznej jazdy, choć wątpię żebym w ciągu kilku godzin nauczyła się jak wyjść z poślizgu.
Zrobiłam się dorosła i poważna. Gdzie moje wewnętrzne dziecko, które uwielbia śnieg? Cały czas we mnie jest tylko czasami trochę uśpione i zapomniane. Kiedy jednak moje wewnętrzne dziecko się budzi, kocham śnieg, lepienie bałwana i rzucanie się śnieżkami równie mocno jak w dzieciństwie. Kiedy zdaje sobie z tego sprawę czuję się szczęśliwa, wolna i beztroska. To wspaniałe uczucie, polecam wszystkim - radość i szaleństwo na śniegu. Wczoraj byłam z przyjaciółmi na łyżwach. Bawiliśmy się świetnie. Zastanawiam się co kupić na prezenty świąteczne, jeszcze nie wiem gdzie spędzę Sylwestra. Jak przywitać Nowy Rok? Mam parę propozycji ale jeszcze nie zdecydowałam. Marzę o aktywnym wypoczynku na nartach. Jednak na wyjazd narciarski będę sobie mogła pozwolić dopiero w marcu. Każda wolna chwila bardzo mnie cieszy. Ostatno sporo czytam. Wolne wieczory spędzam z kimś nowym. On przyrządza dla nas kolację, słuchamy pięknej muzyki, delektujemy się czerwonym winem, jest pyszne.
12
Przyszedł smutny, refleksyjny, szary listopad. Czy jest ktoś kto lubi ten miesiąc? Październik to rozumiem, bywa piękny, kolorowy, słoneczny. Tłumaczę sobie, że w życiu jest czas na wszystko: na radość, słońce, miłość ale również na listopadową zadumę, refleksję.
Odwiedziłam groby tych, którzy odeszli. Zawsze towarzyszą mi w takich chwilach smutne myśli. Dzień Wszystkich Świętych jest pięknym, nastrojowym i równocześnie bardzo trudnym świętem. Towarzystwo pewnej radosnej, małej dziewczynki oraz piękna pogoda poprawiła mój listopadowy nastrój.
Pocieszam się, że zbliża się grudzień, który ma znacznie więcej uroku. Ostatnio w rodzinnym gronie planowaliśmy jak spędzimy Świeta Bożego Narodzenia. Wpadliśmy na fantastyczny pomysł, że wyjedziemy do domku za miastem, napalimy w kominku, kupimy sobie nawzajem łyżwy pod choinkę i po kolacji wigilijnej zamiast siedzieć przed telewizorem, wybierzemy się na lodowisko, które wcześniej przygotujemy. Teraz trzymam kciuki za mróz w grudniu. Już nie mogę się doczekać, to będą super świeta. Zwłaszcza, że rodzina cały czas się powiększa.
Moja cudowna mama zabawiła się w swatkę. Zapoznała naszego brata przyrodniego z pewną mądrą i piękną dziewczyną. Dotychczas wydawało mi się, że zapoznawanie potencjalnych par to dziwny i staroświecki pomysł - okazuje się jednak, że w niektórych przypadkach działa doskonale. Nasz przyrodni brat jest bardzo szczęśliwy i po raz pierwszy zakochany. Super!
Pogoda zrobiła się ładna, a przede mną kolejne wolne dni i listopadowe święta. Muszę się koniecznie wybrać na wycieczkę poza miasto. Miałam parę planów wyjazdowych, których nie udało mi się zrealizować w październiku. Mam nadzieję, że uda się teraz, być może z kimś kogo niedawno poznałam...
11
Mam ostatnio ogromne problemy żeby rano wstać. Ta męka związaną z porannym wstawaniem, przestawianiem budzika co chwilę, tłumaczeniem sobie jeszcze tylko 10 minut i jeszcze 5 minut, przynajmniej 2 minuty. Kiedy wreszcie wstaję widzę zaspaną twarz w lustrze, moje oczy są bardzo zmęczone, soczewki kontaktowe uwierają. Co na siebie włożyć? To nie - bo trzeba prasować. Czy powinnam się malować? Czy mam jakieś spotkania?
Jadę do pracy bardzo zaspana. Błądzę niewidzącym wzrokiem po mieście, przechodniach. Kiedy docieram do biura, pierwsze kroki kieruję do kuchni żeby tylko napić się kawy, o której marzyłam cała drogę. W pracy piję kawę w bardzo dużych ilościach, właściwie niezależnie od jej smaku. Bez niej nie mogę funkcjonować. Natomiast w weekend zapominam o kawie, jeśli się na nią skuszę to musi być bardzo smaczna.
Słucham pięknej, romantycznej, kobiecej muzyki. Uwielbiam nastrojowe pieśni. Po kilkanaście razy wsłuchuję się w jedną piosenkę, która wydaje mi się szczególnie piękna. Na przykład Anna Maria Jopek cudownie śpiewa: "Jeszcze poczekajmy, jeszcze się nie śpieszmy,..., miłości naszej jeszcze raz uwierzmy" Zastanawiam się dlaczego właśnie te słowa tak bardzo mi się podobają przecież nigdy nie potrafiłam czekać, miłość kiedy umierała, odchodziła bezpowrotnie i już nawet nie starałam się ponownie w nią uwierzyć. Czekałam na nową, lepszą, prawdziwszą. Skąd to upodobanie do romatycznych pieśni? Jeszcze w czasach licealnych uwielbialam Bajora śpiewającego: "Nie opuszcaj mnie" W filmie Piano Bar śpiewa tę klasykę Patricia Kaas. Chyba drzemie we mnie prawdziwy romantyzm.
Córeczka mojej siostry również uwielbia muzykę. Ma dopiero 2 latka, a kiedy tylko włącza się muzykę, zaczyna tańczyć. Jest niesamowita, nie tylko pod względem zamiłowania do muzyki, generalnie jest bardzo radosnym, ruchliwym dzieckiem. Energia tej małej dziewczynki czasami przybiera formy przewrotne, łobuzerskie. Nie da się jednak jej nie lubić. Rozczula wszystkich. Czego najlepszym dowodem jest fakt, że była inspiracją znajomej pary, ktora dotychczas wiele lat opierała się przed posiadaniem potomstwa, do zdecydowania się na dziecko. I przyszła na świat kolejna mała dziewczynka. Niech żyją, przyjaźnią się, marzą, kochają, tańczą, bawią się małe i duże dziewczynki. (mimo chłodu, męki porannego wstawania, czasami za długich godzin pracy, niespełnionych miłości).
10
Wróciła moja fascynacja Fridą Kahlo, słynną meksykańska malarką. Jeszcze zimą byłam w kinie na pięknym filmie "Frida". Zainspirowana filmem przeczytałam książkę o życiu tej cudownej kobiety i jeszcze bardziej ją polubiłam. Ostatnio dzięki mojej siostrze z którą obejrzałam film jeszcze raz, zaczęłam znowu myśleć o Fridzie. Wiem, że nie jestem oryginalna. Fridą fascynuje się wiele osób, zapewne nie bez powodu. Jest w niej coś bardzo prawdziwego, kobiecego. Jej życie nie było usłane różami a jednak nie poddawała się, starała się żyć pełnią życia. Jej obrazy z biegiem czasu stały się popularniejsze, ciekawsze dla współczesnych niż malarstwo bardzo sławnego za życia Diega Rivery - męża Fridy. Malarstwo Fridy wzrusza ponieważ wyraża jej najgłębsze przeżycia natomiast obrazy Diega były narzędziem w walce z panującym systemem. Diego malował robotników w imię idei komunistycznych natomiast Frida malowała swoje cierpienie po stracie dziecka. Doskonale rozumiem Salmę Hayek, że przez 10 lat marzyła o zagraniu wspaniałej meksykańskiej kobiety - artystki Fridy Kahlo. Salma była bardzo zdeterminowana, udało jej się dzięki temu, że sama film wyprodukowała.
Warszawski Festiwal Filmowy skończył się. Byłam na paru filmach. Najbardziej podobał mi się amerykański film: "Prawdziwe kobiety są zaokrąglone" (chociaż sama nie mogę się pochwalić specjalnie zaookrąglonymi kobiecymi kształtami). Był to również jedyny film z obejrzanych przeze mnie, na który zgromadzona w sali kinowej publiczność zareagowała gromkimi oklaskami. Mam nadzieję, że film trafi do kin również po festiwalu. Będę go wtedy mogła zarekomendować wszystkim znajomym kobietom.... a właściwie przede wszystkim facetom. Wybrałam się do sklepu z kosmetykami aby kupić jeden, niezbędny kosmetyk, który mi się skończył i wpadłam. Wyszłam z firmową siateczką pełną różnych, mniejszych i większych, ładnie zapakowanych, delikatnie pachnących kosmetyków. Kiedy za oknem tylko pada, jest szaro i smutno, fajnie jest coś ładnego sobie kupić, sprawić sobie ciepłą, miłą kąpiel, pomyśleć o zmarzniętym ciele.
9
Wyglada na to, że zaczęła się nieładna, jesienna pogoda. Wracałam wieczorem do domu padało, jadę rano do pracy i znowu pada. Mam nadzieję, że to przejściowe.
Byłam na premierze filmu Dogville. Mimo, że znam filmy Larsa to film ten mnie zaskoczył, zdziwił. Jest naprawdę ciekawy i poruszający. Długo jeszcze będę pamiętała miasteczko Dogville, jego mieszkańców i przede wszystkim niespodziewanie przybyłą do miasta kobietę. Nie spodziewałam się, że scenografia będzie aż tak minimalistyczna, wszystko jest umowne, narysowane ulice, musimy sobie wyobrazić klamki do dzwi, ściany domów, nawet pies jest narysowany. Dla mnie było to bardzo ciekawe, sparawiło, że film mnie wciągnął i ogladałam go w ogromnym skupieniu. Opowiedziana historia naprawdę prowokuje do zastanowienia.
Zaczyna się Warszawski Festiwal Filmowy. Mam ochotę wybrać się na parę filmów. Zaczęło się sporo dziać w pracy, mam mało czasu. Muszę popracować nad właściwą organizacją czasu aby znaleźć czas dla siebie, moich znajomych i rodziny. Będzie sporo imprez urodzinowych moich przyjaciół i mojej mamy. Muszę pomóc mamie w przygotowaniach imprezowych. Mimo, że nie przepadam za siedzeniem w kuchni i gotowaniem, pomaganie mamie jest zawsze dobrym pretekstem do spotkania, porozmawiania, pobycia trochę razem. Przeważnie jest fajnie i zabawnie. Polacy cieszą się, że nasze wspaniałe siatkarki odnoszą sukcesy i zdobywają złoto. Ja też się bardzo cieszę, że nasze dziewczyny wygrały. Niestety nie widziałam finałowego, zwycieskiego meczu siatkarek. Obejrzałam natomiast końcówkę meczu polskich koszykarek z Hiszpankami o trzecie miejsce. Nie była ona szcześliwa dla naszych zawodniczek, które przegrały. Myślę sobie, że mimo wszystko dobrze jest mieć sportową alternatywę dla Adama Małysza, który przecież może się trochę znudzić, mimo tego, że jest wielkim sportowcem.
8
Zaczynam odczuwać nadchodzącą jesień. Nie mam siły i ochoty żyć w ciągłym pędzie tak jak żyłam wiosną i latem. Mam ochotę na czytanie książek, chodzenie do teatru i refleksję. Ogromną przyjemność sprawia mi odpoczywanie na świeżym powietrzu, wygrzewanie się na słońcu, obserowanie przyrody, cisza i spokój.
Byłam na bardzo ładnym, kameralnym ślubie znajomych, który odbył się w małym, nietypowym kościele. Po ślubie nie było wesela, wszyscy przyszli normalnie, luźno ubrani. Zrobiliśmy sobie parę pamiątkowych zdjęć. Państwo młodzi pojechali z najbliższą rodziną na obiad natomiast my - przyjaciele i znajomi wybraliśmy się w towarzystwie licznych dzieci na spacer do parku.
Wybralam się w sobotę na imprezę ale wszystko odbierałam inaczej niż dotychczas, przeszkadzał mi tłum, zaduch. Szybko zmęczyłam się tańcem, który normalnie uwielbiam, dotychczas mogłam tańczyć godzinami, byłam niezniszczalna. Myślałam, że to może kwestia klubu, ludzi, atmosfery. Przeniosłam się z moim znajomym, nałogowym klubowiczem do innego miejsca z nadzieją, że tam będę się bawić lepiej. Okazało się, że nie miałam siły, marzyłam tylko o spokojnym śnie.
Spragniona odpoczynku w piękną, słoneczną niedzielę wybrałam się na dach Biblioteki Uniwersytetu Warszawskiego. W tamtym roku stworzony został na dachu ogród, jest trawa, ławeczki, altanki, które jezszcze nie obrosły kwiatami. Wszystko jest nowe i jeszcze trochę surowe, ale mimo wszystko urocze. Można spojrzeć na Warszawę z góry i podglądać ludzi siedzących wewnątrz budynku biblioteki.
Usiadłam na ławce z kubkiem pysznej kawy karmelowej i zaczęłam czytać bardzo interesującą książkę o kobietach. Miałam ochotę tam siedzieć godzinami. Wreszcie znalazłam chwilę czasu dla siebie. Ładne miejsce, słońce, kawa i ciekawa książka - tego mi było trzeba.
7
Wakacje były piękne, cudowne. Słońce dawało mi niesamowitą energię, optymizm. Choć upał, jaki panował na południu Europy, w tym roku jeszcze większy niż zazwyczaj innych może wykańczać i osłabiać zwłaszcza podczas zwiedzania miast. Moi towarzysze podróży trochę gorzej znosili upały niż ja i już planowali nastepne wakacje w krajach skandynawskich. Przeczytałam ostatnio felieton w którym autorka pisze jak turyści męczą się na własne życzenie w ciepłych krajach podczas wakacji. Niektórzy mają taktykę unikania gorąca, poprzez ciągłe przebywanie w klimatyzowanych pomieszczeniach budynków bądź samochodów. Natomiast ja starałam się unikać wchodzenia do klimatyzowanych pomieszczeń w których temperatura była znacznie niższa niż na dworze. Nie lubię znacznych różnic temperatur i przesadnie wychodzonych budynków.
Nowe miejsca, miasta, krajobrazy wyzwalają we mnie zawsze niesamowitą energię. Nawet jeśli organizm odmawia posłuszeństwa to dusza podpowiada, że trzeba iść dalej żeby zobaczyć coś jeszcze, chłonąć atmosferę nowego miejsca, zagubić się w małych, uroczych uliczkach.
Niestety mój powrót z wakacji do rzeczywistości był dość brutalny. Już drugiego dnia byłam chora, było mi zimno, smutno, nudno. Nastrój ratowały jedynie wspomnienia wielu pięknych, ciekawych miejsc uwiecznione na fotografiach.
Przyzwyczajam się powoli do zwyczajnego, rutynowego życia. Staram się odnajdywać uroki życia w Warszawie, gdzie co prawda budynki nie zapierają dechu w piersiach. Wszystko jest opatrzone i zwyczajne, znam jednak parę ciekawych miejsc, które lubię odwiedzać. Natomiast wrzesień sprzyja rozrywkom. Można iść na premierę do kina. Teatry wreszczie po przerwie wakacyjnej wystawiają przedstawienia. Pojawiają się nowe wystawy.
Cieszę się bardzo, że pogoda we wrześniu zrobiła się ładna, słoneczna, przyjemna. Obserwuję liście, które powoli nabierają soczystych, kolorowych barw. W weekendy jadę na działkę, idę na spacer po lesie bądź jeśli jestem w mieście spaceruję z przyjaciółmi po parku, łapczywie łapię promienie słoneczne przed zimą. Zostało mi jeszcze wakacyjne zafascynowanie zwiedzaniem. Zaczytuję się magazynami podróżniczymi i już planuję następne wyprawy.
6
Dzisiaj mam zwariowany dzień. Jestem w ciągłym niedoczasie. Za 2 dni wyjeżdzam na urlop a jeszcze tyle spraw do załatwienia w pracy. Głowa mi pęka. Myśl goni myśl. Robię wszystko naraz, przez co niczego nie moge zakończyć tak szybko jak bym chciała. Dodatkowo cały czas przypomina mi się kolejna sprawa prywatna, którą powinnam załatwić przed wyjazdem na moje upragnione, dwutygodniowe wakacje.
Miałam zanieść sandały do szewca, nie wiem czy znajdę jeszcze czas i co ważniejsze czy szewc znajdzie czas żeby mi je naprawić z dnia na dzień a najlepiej z godziny na godzinę. Cóż może się okazać, że będę skazana na zakryte buty (w takie upały!!!) albo niewygodne klapki-motylki. Muszę załadować pralkę stertą brudnych ubrań, kupić jeszcze parę drobiazgów niezbędnych w podróży, wziąć trochę gotówki i zamienić na europejską walutę, zafarbować włosy, znaleźć namiot, zadzwonić w parę miejsc, zapisać parę telefonów, spotkać się z przyjaciółmi żeby coś obgadać. Ta lista nie ma końca!!!!
Planowałam jeszcze poczytać w moim ulubionym przewodniku więcej o miejscach, które będę zwiedzała i o tych, które ewentualnie wybierzemy do zwiedzania podczas wyjazdu, który jest cały czas dla mnie wielką niespodzianką ponieważ mamy parę opcji i planów związanych z ciekawymi miejscami i dostępnymi noclegami (dom znajomych mojej mamy, mieszkanie przyjaciela znajomych, namiot, hostel) natomiast decyzje ostateczne nie zapadły. Prawie niczego nie wiemy na 100% ponieważ chcemy zwiedzać i przemieszczać się z miejsca do miejsca spontanicznie w zależności od nastroju. Niektóre miejsca i ludzie mogą nas tak oczarować, że postanowimy zostać na dłużej. Będzie super muszę jeszcze tylko przetrwać te 2 dni przygotować i kończenia projektów w pracy.
5
Obcięłam włosy na krótko. Poszłam do fryzjera tylko z zamiarem podcięcia ale zmieniłam zdanie. Przeglądałam katalog i zobaczyłam bardzo fajną, krótką fryzurkę. Spontanicznie podjęłam decyzję, że czas na krótkie włosy. Decyzja była właściwa. Bardzo dobrze się czuje w moim nowym wcieleniu. Zawsze jest to jakaś zmiana a ja uwielbiam zmiany.
Spędziłam bardzo miły i aktywny wieczór z koleżanką. Zaczęłyśmy od zajęć sportowych - ABT w klubie. Potem wybrałysmy się do kina na film "Życie za życie". Natomiast po kinie postanowiłyśmy pogadać w miłej kawiarnio-księgarni. Film był zaskakujący, ciekawy, trochę dziwny. Chyba pierwszy taki film na temat kary śmierci, pokazujacy intelektualistów, zagorzałych przeciwników tej najcięższej kary, walczących z konserwatywnymi, prawicowymi władzami stanu Teksas.
Było już późno jak wyszłyśmy z kina ale miałyśmy ogromną ochotę na zmianę otoczenia i pogawędkę. W kawiarni było już tylko parę osób i może dzięki temu bardzo przyjemna atmosfera. Byłyśmy w trochę refleksyjnych nastrojach. Rozmawiałyśmy o życiu, o moich ciągłych zmianach, nowych i starych znajomych, o kochankach i seksie, o książkach i pisarkach, o pracy i marzeniach, podróżach i różnicach kulturowych, o radościach i bólu egzystencji. Jednym słowem o wszystkich interesujących sprawach. Uwielbiam takie wieczory. Życie toczy się bardzo szybko, czasami trzeba się zatrzymać i wyrzucić z siebie emocje, myśli, niepokoje.
4
Wróciłam do pracy z długiego weekendu. Muszę znowu zacząć działać na wysokich obrotach. Koniec ze słodkim lenistwem i relaksem. Trzeba wrócić do rzeczywistości, do codziennej rutyny. Na twarzach koleżanek i kolegów z pracy widać ślady słońca, ale również na niektórych oznaki nieprzespanej nocy. Komputer nagromiadził sporo, nieprzeczytanych e-maili. Mój lunch będzie bardzo krótki, będzie trwał dokładnie tyle ile potrzeba na zjedzenie jakiegoś posiłku. Nie będę się delektowała smażonym halibutem z frytkami i piwem na świeżym powietrzu.
Nastrój popsuł mi dodatkowo facet z którym ostatnio zaczęłam się spotykać. Od początku czyli od pierwszej z nim randki w kinie czułam, że coś jest nie tak. Brakowało chemii. Niby jest ok ale brakuje tej iskierki, która rozpala ogień. Ciekawe były dni poprzedzające randkę, kiedy dostawałam od niego maile. Odpowiadałam na nie, czekałam na odpowiedź, która zawsze przychodziła bardzo szybko. To mailowe romansowanie było przerywnikiem w pracy. Chwilą oderwania od codziennych obowiązków. Takie rzeczy są zawsze przyjemne. Fajne były również krótkie spotkania podczas lunchu. Natomiast na randce wieczorową porą czułam się jak na przesłuchaniu. Miałam wrażenie, że Piotrek starał się zgromadzić jak najwięcej informacji na mój temat w krótkim okresie czasu. Pytania, które zadawał były bardzo poważne. Należę do osób bardzo otwartych, bardzo lubię rozmawiać z ludźmi, lecz pytania Piotra wzbudzały we mnie jakiś opór. Byłam zdziwiona, że ktoś może mówić więcej niż ja.
Stwierdziłam jednak, że można kontynuować znajomość aby się lepiej poznać i przekonać czy coś fajnego ma szanse się narodzić. Moje przeczucia nie myliły mnie. Po ostatnim zachowaniu Piotrka już wiem, że żadna intymna znajomość się z tego nie narodzi. Możemy ewentualnie zostać znajomymi, którzy rozmawiają na przykład o sporcie. Bowiem zainteresowanie sportem jest jedną z nielicznych rzeczy, które nas łączą.
3
Ach te cudowne wakacje!! Wreszcie zaczęłam je czuć, zrobiło się cieplej. Nie mogę sie już doczekać mojego wyjazdu na południe Europy (jeszcze tylko 2 tygodnie). Uwielbiam lato, ciepło, słońce. Zawsze miałam wrażenie, że moja dusza należy do krajów południowych, słonecznych, radosnych. Moja osobowość, temperament, otwartość, zamiłowanie do tańca, zabawy bardzo pasuje do atmosfery krajów południa.
Czuję się szczególnie wakacyjnie ponieważ jeszcze dzisiaj wieczorem wyjeżdżam na weekend nad Bałtyk. Mam nadzieję, że pogoda będzie ładna. Właśnie zdałam sobie sprawę, że ostatnio nad polskim morzem byłam 2 lata temu. Ostatnie wakacje (ze względu na mojego byłego) spędzałam w górskich klimatach, które również lubię ale morze latem jest jednak najcudowniejsze.
Morze inspiruje i przynosi energię, skłania do refleksji i czerpania radości z życia: pływanie w morzu, zabawa na falach jest fantastyczna. Czuję się wtedy szczęśliwa, wolna, budzi się we mnie "wewnętrzne dziecko".
Kiedyś zdarzyło mi się, że kiedy po bardzo długim spacerze dotarłam wreszcie do morza, z zachwytu i radości zaczęłam biegać po plaży, widziałam fale, czułam wodę i piasek na moich stopach, ptaki leciały nade mną i to wszystko odczuwałam ze zdwojoną siłą.
Nie lubię zatłoczonych plaż, na których ludzie z lotu ptaka wyglądają jak kotlety smażące się na patelni. Chyba nie jestem oryginalna, nikt tego nie lubi. Na szczęście jadę na weekend do bardzo małej miejscowości, plaża tam jest prawie dziewicza. Natomiast kiedy zatęsknię za tłumami i cywilizacją zawsze mogę pojechać na molo do Sopotu.
2
Wczoraj wpadł mi w ręce artykuł w jednym z kobiecych magazynów o mężczyznach z różnych pokoleń. Mężczyźni w wieku 35-45 zostali określeni jako "zdezorientowani". W tej kategori znalazł się między innymi właściciel wspomnianej przeze mnie ostatnio księgarnio-kawiarni. Przeczytałam, że ma 35 lat i jest kawalerem. Byłam ciekawa kim jest facet, który zrealizował mój pomysł. Po przeczytaniu krótkiego z nim wywiadu byłam bardzo podekscytowana. Podobało mi się parę rzeczy, które powiedział, poczułam się jakby ktoś przelał na papier niektóre z moich myśli. Bardzo prawdziwe są dla mnie ostatnio słowa: "...rozpad każdego związku jest szczęściem w nieszczęściu. Skoro się rozpadł, to znaczy, że nie był satysfakcjonujący. Ale skończyło się coś co miało trwać, i to jest przykre. Rodzi się poczucie samotnosci, brak stabilności." Parę miesięcy temu podjęłam jedyną, słuszną decyzje o zakończeniu związku, który przestał być satysfakcjonujący. Mimo, iż wiedziałam, że jest to bardzo dobra decyzja, nadal nie było mi łatwo. Nawet dla takich osób jak ja, które potrafią podejmować trudne decyzje i generalnie nie boją się zmian, poczucie samotności, pustki w takich sytuacjach jest chyba nie do uniknięcia.
Pozytywnym aspektem mojego rozstania jest fakt, że w pewnym sensie odżyłam, zaczęłam chodzić do klubów, a ponieważ uwielbiam się bawić i tańczyć, clubbing sprawia mi ogromną przyjemność. Ponadto moja praca stała się o wiele ciekawsza, wreszcie zaczęłam robić to co lubię, pracuję nad ciekawymi projektami. Jedna z moich przyjaciółek, która ostatnio urodziła dziecko, siedzi w domu i karmi wciąż płaczące niemowle, powiedziała do mnie ostatnio, że ja to mam teraz świetny okres w życiu - mam ciekawą pracę, spotykam interesujących ludzi, ciągle chodzę na imprezy i wyglądam bardzo ładnie mimo nieprzespanych nocy. No cóż zawsze pragniemy tego czego akurat nie mamy. Moja przyjaciółka jest bardzo szczęśliwą matką, ma wspaniałego męża, który w niczym nie przypomina standardowego polskiego faceta a mimo wszystko czasami czuje sie przygnębiona, że nie może wyjść na imprezę, no i ta figura zaraz po urodzeniu dziecka nie jest taka jak kiedyś. Ja chyba trochę zazdroszczę jej, choć na potomstwo nie jestem jeszcze gotowa.
1
Uwielbiam dobrą kawę (ostatnio moja ulubiona to Latte Orange - pycha) i książki. Kiedy trzy lata temu byłam w Stanach urzekły mnie amerykańskie księgarnio-kawiarnie; duże, sieciowe - takie jak Barnes & Noble oraz malutkie, kameralne, których widziałam wiele w Filadelfii na przykład na młodzieżowej, tętniącej życiem South Street. Odkryłam, że można przesiadywać tam godzinami, buszując po półkach, czytając książki w przytulnej atmosferze przy filiżance pysznej kawy bądź gorącej czekolady. Kiedyś przez chwilę myślałam nawet o zrealizowaniu szalonego pomysłu - otworzenia takiej księgarnio-kawiarni w Warszawie. Nie miałam bladego pojecia o prowadzeniu jakiegokolwiek biznesu i żadnych pieniędzy do zainwestowania. Natomiast sprzedaż książek w Polsce wydaje się z góry skazana na porażkę. Tak myślę.
W lutym moja siostra zadzwoniła do mnie z nowiną, że pierwsza w Warszawie księgarnio-kawiarnia jest już otwarta i znajduje się na Powiślu. Jeszcze tego samego dnia spotkałam się tam ze znajomymi, zobaczyłam ciekawe, kameralne miejsce; czarno-białe fotografie na ścianach mojego ulubionego koloru czerwonego, na półkach niezbyt wiele książek ale można coś ciekawego znaleźć, kawa w wielkich filiżankach. Podobało mi się ale równocześnie poczułam się jakby ktoś ukradł mój pomysł. Choć z drugiej strony sama z niego zrezygnowałam. Ale do księgarnio - kawiarni będę chodzić.
Joanna
|