|
Rano, gdy jeszcze cudowna cisza wypełnia mieszkanie- ja sama w łazience. Mały plastykowy prostokącik przykryłam papierową chusteczką i skulona, z bijącym sercem, czekam. Trzy minuty pragnień, determinacji, niecierpliwości i wreszcie bezszelestnie zdejmuję papierek... Nic. Znowu nic ! Żal, niemal rozpacz ściska mi gardło. Ta jedna błękitna kreska przesłoni mi smutkiem dzisiejszy dzień. A raczej BRAK tej drugiej, czerwonej. Od wielu miesięcy brak. Nie rozumiem, dlaczego...? Mój kochany czterolatek ledwo otworzył oczka i jak zwykle ma gotowe pytanie do wypowiedzenia: - Mamuń, a jak się urodziłem, to ile miałem latek? - Zero, kochanie. Dopiero po jednym dniu miałem jeden dzień, potem minął miesiąc, pierwszy rok itd. - O Boże kochany !- wykrzykuje. Takie tłumaczenie jakoś nie mieści się mu w główce. Może powinnam powiedzieć, że tak naprawdę miał 9 miesięcy- tak , jak liczą Japończycy lub Chińczycy - nie pamiętam dokładnie. Jogurt z mussli dla mojego męża, którego nauczyłam jeść śniadania i próbuję oduczyć od nocnych kolacji, dyspozycje dla opiekunki, całusy dla Misia i w drogę. W pracy zaczynam od kawy i... pospiesznej rozmowy o życiu; z ulubionym kolegą. Tym razem dokonujemy wiwisekcji jego stanu uczuć. Nie jest z siebie zadowolony. W sercu wciąż dawna, ale jak widać aktualna miłość, a w życiu rozdrabnia się na flirty i romanse. Zbyt surowo się osądza- jest samotny i chyba należy mu się coś od życia. Ale świetnie go rozumiem- ja też zawsze byłam masochistką i oskarżałam się o wszystko, co możliwe. Na szczęście z czasem nieco mi przeszło. Jemu jest ciężej, bo boryka się, jak każdy gej, z homofobicznym wciąż społeczeństwem, bo ma wrażenie, że w jego środowisku trudniej o prawdziwą miłość, w przeciwieństwie do krótkotrwałych przygód... Zasiadam przy biurku. Analizuję wydatki konkurencji. Wymyślam mediaplan na rzecz przetargu, do którego udało mi się wprosić- skrupulatnie wstawiam w tabelkę przy każdym wybranym piśmie liczby z cenami reklamowymi, nakładami, wskaźniki czytelnictwa i inne niezrozumiałe dla człowieka spoza środowiska znaczki: OTS, Aff index, CPP itp. Potem wszystko dokładnie porównam. Wydaje się, że mamy dużą szansę w tym przetargu, ale już się tak łatwo nie napalam na wygraną. Wiele razy byłam przekonana, że zwycięstwo jest tuż, tuż, a przetarg kończył się w dziwny sposób, albo bywał zawieszany. Po jakimś czasie borykania się z układami nie do przeskoczenia- nie jestem już tak emocjonalna w pracy. Robię sobie krótką przerwę i zaglądam na moje ulubione strony www. Sprawdzam rozwiązania konkursów. Wygrałam książkę, na której mi zależało!- o wychowywaniu dzieci w dobrej miłości. Za tekścik o wydarzeniu z dzieciństwa, do którego najchętniej wracam w chwilach zadumy. Cieszę się. W wolnych chwilach (rzadko) piszę. Opowiadania, a najchętniej wierszyki dla dzieci. Odreagowuję rzeczywistość. Sprawia mi to dużą przyjemność. Wracając do domu znowu rozmyślam o tym, jak oddaliliśmy się z mężem od siebie. Może nie jest to właściwe słowo. Nadal się kochamy. On powtarza, że bardzo. Ale każde nasze ;zejście się, każda rozmowa- kończą się kłótnią. Walczymy zajadle. Chcemy się nawzajem zmieniać. Mnie denerwują jego cechy, a jego moje na owe cechy reakcje. I gdy poucza mnie, że powinnam mówić do niego zawsze w formie ;ależ misiaczku, tak bym chciała;- to mnie trafia szlag. Czuję, że duszę się nie mogąc normalnie, jak ludzie, wypowiedzieć się, czy zezłościć ! Chcę partnera, a nie przewrażliwionego na swoim punkcie i nieco apodyktycznego samca, który każde ustępstwo odbiera jako plamę na męskim honorze. Czuję się od jakiegoś czasu niezrozumiana, nieakceptowana. Przygnębia mnie jego nerwowość, nadpobudliwość i jakiś taki wewnętrzny niepokój, który udziela się mnie. Brak skupienia, nieumiejętność słuchania i drobiazgowość. Te cechy, które utrudniają życie na co dzień przysłaniają niestety jego zalety. Ale kiedy sobie je przypominam, ostatnio niestety jak przez mgłę, uśmiecham się do siebie. Tak bardzo mi brakuje tego uśmiechu. A więc myślę o jego opiekuńczości w stosunku do mnie i synka, a nawet do mojej rodziny. O tym, że zawsze mogę na niego liczyć. O jego wielkoduszności, lojalności. Że zawsze dobrze o mnie mówi. Że jest hojny i lubi sprawiać mi prezenty. O nim jako romantyku. O tym, że jest bardzo zaangażowanym tatusiem. Jak synek się urodził- koleżanki się śmiały, że jakby mógł- też by karmił piersią. O tym, że wielbi mnie jako kobietę i bardzo dowartościowuje. Przypominam sobie, że w dniu naszego ślubu słońce przeplatało się z letnim deszczem. Gdy wychodziliśmy na zewnątrz- deszcz ustawał, a słońce pokazywało się zza chmur. Takie jest nasze życie- trochę smutku i trochę radości. A gdy zaczyna robić się krytycznie- wychodzimy jakoś z kryzysu i jesteśmy razem. Może kiedyś wreszcie się dotrzemy ? Marzę o większej harmonii między nami. Sama dużo się uczę- więcej puszczać mimo uszu, mniej się przejmować. Więcej wybaczać, więcej doceniać. Wreszcie dojeżdżam. Zakupy, potem codzienna krzątanina w domu. Wygłupy ze stęsknionym synkiem. Siejemy rzeżuchę. Pranie, sprzątanie, kolacja i padam. Wieczorem mam siłę tylko na bierne oglądanie filmu w TV. Znowu nie udało mi się wybrać na aerobic - chodzę stanowczo zbyt rzadko. W łóżku lubię porozmyślać o minionym dniu, o planach. Pomedytować trochę. Ocenić wydarzenia z większego dystansu, z poziomu energetycznego. Wszystko, co odbija się w naszej fizyczności, w naszej codzienności- ma przyczynę w naszych myślach, w naszym życiu duchowym. I nagle dostaję olśnienia!: zablokowałam się. Ze strachu. Boję się naszych nieporozumień, konfliktów i wspólnej przyszłości. Dlatego żaden dobry duszek nie chce przyjść do tak przestraszonej osoby. Do tych konfliktów. Musimy najpierw zrobić porządek ze swoim związkiem, choć nie jest to łatwe i na pewno wymaga czasu. Powinnam przestać się niecierpliwić i zastanowić, czego tak naprawdę chcę. Jeśli tak marzę o tej czerwonej kreseczce - muszę na nowo w nas uwierzyć! Bo nie ma ideałów. Muszę na nowo zakochać się w tej miłości!!!
Bożena
» powrót do konkursu
|