|
6.30 - budzik wyrywa mnie ze snu , "jeszcze pięć minut". Otwieram oczy patrząc na otwartą szafę, rzut okna za okno i już wiem co ubiorę. Wstaję cichutko bo jeszcze chłopcy śpią. Mała okupacja łazienki, chwila dla mnie, otwierają się drzwi -leniwie wchodzi mała piżamka - bez słów przytula główkę do mojej spódnicy, jaki cieplutki, jeszcze ze snu. Na tą cichą pieszczotę wpada większa piżamka odpycha małą ode mnie - " już nie śpimy"...widzę... całe szczęście, że wakacje nie muszę robić śniadania do szkoły, to oszczędność 10 minut. Pędzę do kuchni. Śniadanie - dla małego "kawalerska buła" bez dodatków , dla starszego artystyczne kanapeczki. Boże! Jak późno, ucieknie mi autobus...Pędzę na przystanek - no tak pojechał. Lecę " na nogach" - już spóźniona. 8.00 - nareszcie w pracy, od 15 minut już powinnam siedzieć przy biurku . Dobre koleżanki wiedzą, że nie jest łatwo z dwoma urwisami. Pachnie kawa, opowiadam jak to Darek wczoraj pobił się z Kamilem i jak łagodziłam zatargi. Dzielimy się wczorajszym dniem. Dzwoni komórka "zadzwoń do domu" - no tak mój Ukochany się obudził." - Co ma zrobić na obiad?" -Czy "Niemilce" dały Ci pospać ? 9.00 - biorę się do papierkowej roboty , jak tysiące kobiet w Polsce. Życie innych przewija mi się przez ręce. Czasem zatrzymam się nad jakimś wnioskiem zaciekawiona. "Pani Ewo popiszemy" - szef będzie dyktował. Dopiero 12 - jak ten czas się wlecze, piękna pogoda, a ja tutaj. Mogłabym być nad jakąś wodą, opalić się ładnie- już niedługo urlop. 16.00- nawet zleciało. W domu pobojowisko, telewizor chodzi jakby w domu mieszkał ktoś z wadą słuchu. Chłopców nie ma, bawią się na podwórku. Krzyś zrobił naleśniki - klasyczne , całe szczęście , że nie " gumowe" z mąki ziemniaczanej, tamte odbijałyby się od ściany jak kangurek. Po prostu myślał, że z ziemniaczanej też będą dobre. Biorę się za mieszkanie, pralka już buczy. Chłopcy wpadają po banana - kochane orangutanki. 18.30 kolacja na stole. " Wyjdziemy jeszcze po kolacji , nie chcemy bajki?". Pewnie , że wyjdą. Przytulam się do męża . Między sprzątaniem, a myciem garów zreferowaliśmy sobie dzień , teraz przybiegłam tylko po to żeby się pomiziać 20.00 - " ptaszki do gniazda" - wszyscy siedzimy na jednym fotelu , dużo śmiechu. Piżamowcy, umyci - na reszcie podobni do dzieci. Zapada cisza , zasnęli. 9.30 - Krzyś nalewa kieliszek wina . To jest czas dla nas . Uwielbiam te moje codzienne, zabiegane dni. Nie żałuje niczego w życiu , ani tego że nie jestem "kimś" ani tego , że nie zwiedzam innych krajów. Zasypiam w swoim małym codziennym raju.
Ewa
» powrót do konkursu
|