|
Mój dzień ??...to jest tak . Normalnie budzenie zaczyna się koło 5.30, co jakieś dwie minutki słyszę glos męża, jak na stacji kolejowej, wybiła 5.30, wybiła 5.32, wybiła 5.34 i tak dalej. Po około pięciu przypomnieniach kołdra delikatnie się ze mnie zsuwa (czytaj zsuwa ją maż) i nie mając wyboru zsuwam się z łóżka i praktycznie po omacku podążam do naszej świeżo wyremontowanej łazienki. Teraz i tak jest dobrze, bo w ogóle jest woda i kran i inne przydatne rzeczy. Przez ostatnie dwa tygodnie, gdy był remont takowych urządzeń w domu nie było - KOSZMAR (ale do wszystkiego można się przyzwyczaić)A więc wracając do mojego dnia (tego służbowego z pracą), szybki prysznic który stawia mnie na nogi, expressowa toaleta. Rzut oka i delikatne całuski dla mojego śpiącego synka Bartka i już jestem na przystanku czekając na zbliżający się tramwaj. Od 6.30 do 14.30 tylko praca i praca, zwłaszcza, że od ubiegłego czwartku do dziś byłam na zwolnieniu (mój synek zachorował na ospę)i mam bardzo duże zaległości...ale to nic, dobrze mi zrobił ten krótki odpoczynek z moim synkiem. Te dni były zupełnie inne od tych zwykłych codziennych związanych z obowiązkami i pracą. Uczyłam się od nowa mojego dziecka, jego potrzeb. Uświadomiłam sobie, że to już duży przedszkolak, który ma własne ja i dużo potrzebuje mojej miłości. Przez ostatni tydzień wstawaliśmy koło 9 , baraszkując jeszcze w łóżku, potem powolne śniadanko, mycie i nauka ze stópkami, trenowanie języczka poprzez ćwiczenia, zabawa, obiad jak zgłodnieliśmy i oczekiwanie na tatę jak wróci z pracy. Popołudnia były równie spokojne, choć przyznam że przebywanie z 5-latkiem, który nie może się wyszaleć z rówieśnikami ani wyjść na dwór może być kłopotliwe, ale jakoś daliśmy radę zająć się sobą. Wymyślaliśmy tyle nowych gier i zabaw, że szok. O spaniu już nie wspomnę, byliśmy tak zmordowani tymi naszymi całodziennymi harcami, że oboje padaliśmy koło 21 ...A teraz? Teraz wraca wszystko prawie do normy, ja jutro idę do pracy, a z Bartusiem od jutra będzie najpierw mój teść, a potem mąż. Będą robić i jutro i przez następny tydzień to , co ja robiłam przez ostatni tydzień z Bartkiem. A ja?? Ja wracam jutro do pracy i będę co chwilkę dzwonić do mojego synka co u niego słychać. Po powrocie do domu będę mieć czas by zająć się swoją rodzinką, moim synkiem i mężem. A gdy maluszek uśnie, będę miała chwilkę dla siebie (mąż to nazywa piękne wieczorki). Ten czas spędzam przy muzyczce w łazience z kosmetykami, biorę długą orzeźwiającą kąpiel, kremuje swoje ciało aromatycznymi olejkami i kremami. W końcu czuje się odprężona i mam czas tylko dla mojego męża.(i dla siebie :))) A najlepsze w tych normalnych dniach jest to, że jak dla mnie to zostało mi jeszcze tylko 2 tygodnie pracy i będę mieć 3 tygodniowy odpoczynek z moją rodzinką nad polskim morzem. I znów nasze dni będą podporządkowane nam, będą się toczyły w rytm naszych kroków i w naszym tempie. I nigdzie nie będziemy się spieszyć, (nie będę się źle czuć, że musze rano wyjść do pracy i zostawić mojego synka w domu, albo oddać go do przedszkola). Będę Go mieć po prostu przy sobie. I to by było na tyle o moich dniach, tych dobrych, tych zapracowanych i tych na które czekam, gdyż wiem że wkrótce nadejdą.
Agnieszka
» powrót do konkursu
|