Zobacz co
nowego w świecie kosmetyków Dove.










 
 
 
 






 

Z waszych listów wynika, że tegoroczne wakacje obfitowały w miłe wydarzenie. Chociaż pogoda nie była w tym roku dla nas zbyt łaskawa, udało wam się wypocząć i naładować słoneczną energią na cała długą jesień i zimę.

Poniżej publikujemy nagrodzone prace i zapraszamy, z pewnością odnajdziecie w nich promyki słońca.

[email protected]

Niestety nie mogłam sobie pozwolić na urlop w te wakacje, ale i tak było bardzo przyjemnie: oto jeden z wielu takich dni: Budzą mnie promyki słońca i zapach kończącego się lata.. cudowne uczucie:) Przeciągam się leniwie i leniuchuję jeszcze w łóżku, chociaż wiem, że to poniedziałek i praca jednak wzywa. Po kilkuminutowej gimnastyce przy mojej ulubionej muzyce biorę prysznic, później kawa z mlekiem, pyszne śniadanko (mojemu ciału też się coś od życia należy:)) i śmigam do pracy. Bardzo lubię moją pracę, choć niektórzy (z pewnością niezorientowani) twierdzą, że to nudny zawód - księgowa!:) Współpracownicy są po prostu wymarzeni, zgrana drużyna... ja to chyba jednak jestem szczęściarą. Po pracy w normalnych godzinach uciekam do domu, chwila relaksu, spacer, kino, dobra kolacja, spotkania w gronie przyjaciół, dobra książka i wspólne chwile z ukochanym. I po każdym takim dniu zasypiam z uśmiechem na twarzy i nadzieją, żeby dzień następny był przynajmniej tak udany jak ten!


[email protected]

Jeszcze dziś, choć od powrotu minęły dwa miesiące kiedy zamykam oczy słyszę szum lasu i morza. Ktoś pomyśli sobie być może jakie to nieciekawe...Och, zapewne nie będzie to osoba, która żyła tak intensywnie jak ja przez ostatnie trzy lata. Studia, praca. praca dorywcza, spotkania ze znajomymi...Tak więc kiedy wybierałam miejsce na wakacje starałam się wybrać takie, które pulsuje wakacjami, nie codziennością. W Polsce mamy na szczęście wiele takich małych, typowo wczasowych miejscowości. Nie oznacza to jednak, że kiedy uspokoiłam swoje niepokoje nie odwiedziłam mojego ukochanego Gdańska. A tam odwiedziłam moją przyjaciółkę Ewę w pewnej uroczej knajpce w Sopocie, gdzie Ewa pracuje. Długie rozmowy...powroty do domu...i na koniec słowa kierowcy taksówki: "niech pani częściej przyjeżdża do Gdańska".


[email protected]

Sposób na fajne wakacje? Dla mnie to autostop. W tym roku wyruszałam z Krakowa "stopem" przez Jurę Krakowsko-Częstochowską, Mazowsze, Mazury, Kaszuby, i dotarłam nad Bałtyk. Wspaniałe widoki polskiego krajobrazu - lasy, jeziora, równiny i góry - były tak cudowne, że przyćmiły niewygody autostopowej podróży. A zresztą, jakie to były niewygody! Żadne, przecież jechało się różnym transportem - od limuzyny, przez motocykl i radiowóz, na traktorze kończąc :) Było super! Zobaczyłam taką Polskę, jakiej nikt nie zobaczy, jadąc z tradycyjną wycieczką. Spotkałam wielu przyjaznych i ciekawych ludzi . Bo przecież podróż ma sens gdy poznajemy innych, tak dobrze, że zaczynamy ich rozumieć . Wtedy lepiej rozumiemy siebie. Wrażenia są niezapomniane, przygód pozazdrościłby mi i Pan Samochodzik ;))


[email protected]

Tego lata dowiedziałam się, że jestem znacznie szczęśliwsza niż do tej pory myślałam. Wraz z podróżą do ciepłych krajów z moim kochanym "konikiem morskim" odkryłam, że szczęście dopada nas kiedy się tego nie spodziewamy i czasem nawet nie zdążymy pójść , że oto nas dopadło. Jestem szczęściarą- mam kogo kochać i czuję się kochana, mam setkę piegów na buzi i ciepłe wspomnienia z wakacji (zachomikuję na zimne jesienne wieczory). Nadal czuję ciepły powiew wiatru morskiego, nadal mam piasek we włosach i słońce w kieszeni.. Czy to nie piękne? Moje lato zostanie ze mną przynajmniej do wiosny:)!!!


[email protected]

Wyobraźcie sobie morze, słońce, wiatr i wolność. Do Świnoujścia jeżdżę odkąd... byłam w brzuchu u mamy:-) Tym razem jednak były to wakacje w pełni samodzielne, w magicznym towarzystwie mojego mężczyzny. Budziłam się przy nim, zasypiałam, patrzyłam jak je, jak wiatr morki uderza mu szaleństwem do głowy i... po raz kolejny się w nim zakochałam. To już 3 lata, jak jesteśmy razem, a ja wciąż odkrywam Go na nowo i uczę się coraz więcej. To moje najpiękniejsze wspomnienie z tych wakacji, które chce zatrzymać, jak najdłużej przy sobie: czułość, bezpieczeństwo, szczęście i fale, które zmywały z nas ciepło słońca. Życzyłabym każdej kobiecie takich wspomnień, takiej miłości, odkrywania siebie samej i swojego mężczyzny każdego dnia na nowo:-) Bałam się, że przebywanie ze sobą 24 godziny na dobę może mnie znudzić, zmęczyć. jednak kiedy po ponad 2 tygodniach wróciliśmy do Warszawy poczułam się tak bardzo samotna, gdy nie było Go obok przez cały czas:-( On zawsze będzie moim najpiękniejszym wspomnieniem z wakacji...
PS Ten wiersz napisałam, jak byłam już w Warszawie - tęskniłam i chciałam wrócić nad morze, bo tutaj jest wszystko, co kocham, a tam - wszystko za czym tęsknię...
"KSIĘŻYCOWE WZGÓRZE"
Nim wiatr przyniesie wolność, uśnij...
Na potarganych głowach porośniętych trawą,
Odnajdź świat!
Po drugiej stronie lustra ptaki lecą ku gwiazdom.
Widzisz je...?

Kiedy Księżyc przyciąga Kobietę i Mężczyznę
I gdy gwiaździsty sen pozwala im zapomnieć siebie,
Budzę się pełni obaw w ogrodzie utkanym z tulipanów.
W tę skradzioną porę roku odnalazłam Cię
Pod moją lodowatą poduszką.

Co wieczór, noc śle mi mokre pocałunki
Pod włosy, pod poduszkę, pod duszę.
Później zasypiam zamyślona, tajemniczym złudzeniem uśpiona.
Noc bez dotyku, żagiel bez wiatru...
Księżycowe Wzgórze w falach.

O poranku znów doścignę drugą stronę lustra.
W pajęczej sieci, w rybackiej pułapce, w zamrażarce...
Sen skradziony i ukryty, ludzie z papierowych snów.
Kolorowe, senne szkiełka, co po przebudzeniu składam...

Nim wiatr przyniesie niewolę, zbudź się...
Na uczesanych głowach pokrytych sianem,
Ukryj świat!
Po drugiej stronie wzgórza ptaki mają swój dom.
W gwiazdach jest ucieczka...


[email protected]

W kwiecistej mazi Czy w oka mgnieniu Sączy się myśl Ciepła, wilgotna Pachnąca latem Gorzka, słodka Na żyłce wisi wokoło szyi Dotyka skóry Zaspanej lepkiej I nie wygrzanej i młodej Jeszcze Sięga pamięcią ku tamtej chwili Kiedy czas stanął Ku nam się schylił
Tak...w te wakacje poznałam kogoś, kto wypełnił moje myśli. Bije od niego jakieś dziwne ciepło, w którym tak miło było by się ogrzać. Rozmowy z nim są przesiąknięte zapachem lasu i polnych kwiatów. Nie jestem zakochana. Jestem zauroczona. Ujął mnie swym spokojem, optymizmem i wiarą, że świat jest jednak piękny i że trzeba się nim cieszyć mimo przeciwności. Chciałabym, by tamta chwila, do której sięgam pamięcią nie pozostała jedyną, do której wracam kiedy mi zimno.


[email protected]

Ten rok zapowiadał się super wyjazd na wakacje, leżenie na plaży i dużo wolnego czasu - jednak stało się inaczej. Kupiliśmy sobie mieszkanko i niestety zamiast wyjazdu tak oczekiwanego czekał nas remont. Dużo było pracy przy malowaniu, sprzątaniu i meblowaniu mieszkania, wakacje dobiegały końca i marzenia o wczasach spełzły na niczym. Jednak pewnego ranka zadzwonił telefon - znajomi zapraszają nas do siebie na roztocze na parę dni. Nawet nie wiecie jaka radość we mnie wstąpiła. Zaraz spakowałam dziecko i męża i pojechaliśmy. Było tam super chodzenie po lasach, kompanie się w wodzie, leżenie na plaży i zwiedzanie. Myślę że wczasy zagraniczne nie dały by mi tyle co te spędzone ze znajomymi, rodziną i w zgodzie z naturą. Nauczyłam się że nie wszystko złoto co się świeci.


[email protected]

Tegoroczne wakacje były dla mnie wyjątkowe- po raz pierwszy pojechaliśmy z mężem nad morze nie w dwójkę, ale w trójkę, razem z naszą 11-miesięczną córeczkę. I mimo, że czas spędzaliśmy trywialnie na opalaniu się, spacerach, kąpielach morskich i wycieczkach do okolicznych miasteczek, to jednak nie zapomnę tych wakacji do końca życia. Możliwość zobaczenia jak dziecko, i do tego TWOJE dziecko, reaguje na piasek na plaży, z jaka radością drepcze po wzdłuż brzegu, a morskie fale rozbijają się o małe nóżki, jest cudowna. Radość na widok kur, kaczuszek, budowli z piasku to również była moja radość, tak wielka, jakbym ja również widziała to po raz pierwszy. Nigdy tego nie zapomnę... :-)


[email protected]

Wymarzony i długo oczekiwany urlop spędziłam na południu Majorki w miejscowości Paguera. Wyjazd ten zapisał mi się w pamięci nie tylko za sprawą pięknych, rajskich krajobrazów, lecz również przygody, którą do dziś wspominam z mieszanymi uczuciami. Codziennie popołudniami "urywałam się" na spacery, by poznać urocze zakątki wyspy. Podczas jednego z takich spacerów wielkie zainteresowanie moją osobą okazało dwóch młodych Murzynów. Początkowo zaczęli mi się przyglądać, nieśmiało uśmiechać. Jakby tego było mało, zaczęli chodzić za mną jak mój cień "do kwadratu". Wchodzili za mną do sklepów, odwiedzili ze mną jubilera, lecz powstrzymali się, gdy weszłam do sklepu z kobiecą bielizną. Wychodząc ze sklepu zauważyłam, że panowie czekają na mnie na ławeczce. Pomyślałam sobie, że być może mężczyzna mojego życia wynajął sobie dwóch "facetów w czerni". Później przyszło mi na myśl, że być może są to groźni przestępcy i poczułam - pomimo upału - ciarki na moim ciele, a serduszko zaczęło wyjątkowo mocno bić - i to nie z miłości, chociaż Murzynów darzę sympatią. W tym momencie, gdy obleciał mnie strach, dwaj panowie postanowili przemówić. Ich język angielski był wyjątkowo ubogi, lecz - w przeciwieństwie do mnie - wyśmienicie znali hiszpański. Powtarzali ciągle "maniana", pokazując przy tym na zegarek oraz wypowiadali słowa, których tak naprawdę nie zapamiętałam. Myślałam, że podoba się im mój zegarek, który, muszę przyznać, jest bardzo wyjątkowy i oryginalny. Pomyślałam, że może to amatorzy zegarków... Jedynym słówkiem, które potrafili powiedzieć po angielsku było "sea", co po polsku znaczy "morze". Zaczęli robić się natrętni, więc dla świętego spokoju powiedziałam im OK, chociaż wcale nie wiedziałam na co się zgadzam. O dziwo, oni zrozumieli, a ja zwiałam. Po przyjściu do hotelu, zapytałam syna właścicieli, z którym się zaprzyjaźniłam, co znaczy słowo "maniana" i to, co oni mówili do mnie i pokazywali. Okazało się, że słowo, którego nie zrozumiałam, oznacza "jutro". Razem doszliśmy do wniosku, że właśnie umówiłam Serdecznie pozdrawiam i polecam przepiękną Majorkę, Dominika.


[email protected]

Moje tegoroczne wakacje spędziłam w dość nietypowy sposób - spędzając go w szpitalu. Otóż zaraz na początku mojego ciężko wywalczonego urlopu (według szefa jestem niezastąpiona - dał mi trochę swobody dopiero w sierpniu) skręciłam kolanko - pięknie opalone rzecz jasna :-). Miałam nim zachwycać narzeczonego, a tu nie dość , że nici ze wspólnie spędzonego czasu to na dodatek również z pokazywania się w mini i szpilkach - a tyle trudu włożyłam w to, żeby się ładnie opalić (muszę się przyznać ,że troszkę mnie przypiekło - pamiętajcie kochane pomaga kwaśne mleko). Po wizycie u lekarza byłam załamana .Okazało się, że niestety kolano jest zablokowane i niezbędna będzie interwencja chirurgiczna. Czas mojego pobytu w szpitalu określano na 2 tygodnie! A miało być tak pięknie...

Ale jako kobieta pewna siebie i kochająca życie postanowiłam się nie załamywać , ponieważ gorzej być już nie może - jak mawia mój mężczyzna. Jeszcze tego samego dnia co moja wizyta u lekarza trafiłam na oddział ortopedii - tam zostało przydzielone mi lóżko i dodatkowy koc na chłodne wieczory i noce. Niestety pierwszą moją noc musiałam spędzić samotnie , ponieważ w mojej sali nie było żadnych pokiereszowanych kobiet.

Dlatego postanowiłam wykorzystać ten czas na relax i sen , zaś następnego czekać na jakąś pokrewną duszyczkę. I tak się stało; zaraz po porannej toaletce do mojej sali przybyły dwie panie: Jola młodsza ode mnie o dwa lata ze złamaniem 2 stopnia i pani Marysia z halluksami. Tak więc już nie czułam się samotna. Obie panie okazały się wspaniałymi kompanami do rozmów, żartów, wypadów do świetlicy (w późniejszym okresie pobytu) i wszelkich zabiegów kosmetycznych. Tak więc, we trzy prezentowałyśmy się wspaniale na korytarzach szpitalnych, zawsze uśmiechnięte i zadbane - mimo naszych dolegliwości :-) Cóż tu wiele mówić te 2 tygodnie tak szybko minęły że nie spostrzegłam jak już zbliżała się ostatnia noc spędzona w szpitalu. Pamiętam jak płakałam - już nie z tego powodu, że coś mi dolegało, lecz ze zwykłego przeżywania coraz szybciej zbliżającego się rozstania.

Tak więc, ze szpitala wróciłam uśmiechnięta, zdrowsza, szczuplejsza, bogatsza o nowsze doświadczenia i przyjaźnie - jak z farmy piękności :-)A co do urlopu to został on przeniesiony na późniejszy termin, a za odszkodowanie które mi przyznali, pojechaliśmy z Piotrem na wycieczkę. Nie żałuję czasu spędzonego w szpitalu; dla mnie nie był on zmarnowany. Myślę, że w każdej nawet najgorszej dla nas sytuacji można odnaleźć dobre strony danego wydarzenia a przy okazji poznać wiele prawdziwych ,szczerych i jakże wspaniałych osób.


[email protected]

Zacznę banalnie...Mam na imię Marzena, a moja historia pewnie nikogo nie zwali z nóg, ponieważ nie dzieje się w żadnym egzotycznym kraju, nie ma w niej dreszczyku... To moje prywatne szczęście, którym chciałabym się z Wami podzielić... Tego roku, z powodu zmiany pracy, nigdzie nie wyjechałam. Najcieplejsze miesiące spędziłam stukając w klawiaturę komputera. Morze oglądałam jedynie w telewizji... Mimo to tych wakacji nie zamieniłabym na czterogwiazdkowy hotel na Wyspach Kanaryjskich, a wszystko to dlatego, że tego roku Właśnie w moim małym miasteczku, poznałam mojego męża... Niech Was jednak nie zwiedzie słowo "poznałam". Tak naprawdę znaliśmy się już ponad dziesięć lata małżeństwem byliśmy od pięciu. Przez ten czas spędziliśmy mnóstwo czasu na zwiedzaniu różnych zakątków świata. Zwiedziliśmy Tunezję, Chorwację, byliśmy w Hiszpanii... I choć przeżyliśmy ze sobą wiele przygód, choć poznaliśmy inne kultury i innych ludzi, żyjąc ze sobą tak naprawdę żyliśmy obok siebie... Dopóki obok nas działo się coś ciekawego, wydawało się, że wszystko jest OK, że wspaniale się rozumiemy itd. I nagle, gdy zostaliśmy w pustym mieszkaniu sami, okazało się, że nie mamy o czym ze sobą rozmawiać, nie umiemy być tylko we dwoje... Pewnego razu mąż namówił mnie na wycieczkę rowerową. Był ciepły weekend, zabraliśmy koc i koszyk z jedzeniem i pojechaliśmy za miasto. Takie wyprawy powtarzaliśmy potem co tydzień. Minęły dwa miesiące, wakacje się skończyły...Zmieniliśmy się, mamy sobie tyle do powiedzenia, już nie siedzimy bezczynnie przed telewizorem, a nawet jeśli czasem się nudzimy, to razem. Odkryliśmy w sobie, że nie zależy nam już na podbojach krajów, na egzotycznych wyprawach na koniec świata. I w końcu jestem szczęśliwa...Tych wakacji nie zapomnę nigdy...


[email protected]

Moje tegoroczne wakacje należą do najbardziej udanych. O zeszłorocznych spędzonych w mieście nie ma co wspominać. W tym roku miałam przy sobie swojego mężczyznę i wraz z nim pojechałam do Chorwacji. To były cudowne 2 tygodnie nad Adriatykiem. Piękna pogoda, ciepłe morze z dala od miejskich aglomeracji. Tam jest po prostu raj na ziemi. To banał, ale ja właśnie tak się czułam. Największy raj jest tam jednak dla tych, którzy przyjechali pozwiedzać. Kilkadziesiąt kamiennych kościółków wzdłuż całego wybrzeża od Istrii od Dubrownika. To miasto zrobiło na mnie największe wrażenie. Wyobraźcie sobie starówkę otoczoną średniowiecznymi wieżami i murami, zalewanymi morskimi falami. Przejście od jednej do drugiej bramy miasta jest właściwie spacerem po okresach sztuki: od romańskiej do gotyckiej, od renesansu do baroku. Wieczorem tętnią życiem morskie kurorty, a późną nocą dyskoteki i plaże. Choć w nocy temperatura spadała o połowę, noce dostarczały nam najwięcej gorących wrażeń. Kultura, dzika przyroda, ludzie (Chorwaci są spokojni i towarzyscy) wszystko to sprawiło, że mogliśmy odkryć siebie na nowo. Wakacje są tym okresem w którym możemy zaszaleć, oderwać się od codziennych obowiązków, zająć się po prostu sobą. "Coś" co na co dzień jest ukryte i nie postrzegane nawet przez nas samych daje o sobie znać. Wszystko w nas budzi się do życia. Dawno nie przeżyłam tak pięknego urlopu.


[email protected]

Moje tegoroczne wakacje mogę bez wahania nazwać najlepszymi, jak dotychczas:) Spędziłam je w rozjazdach, a do tego ani przez chwilkę się nie nudziłam. Na pierwszym planie, zaraz po zakończeniu nauki, znalazł się obóz językowy w górach: ten sam, na którym byłam w zeszłym roku i podczas którego poznałam tylu wspaniałych ludzi. Niektórzy z nich pojawili się i tym razem:) Wymieniliśmy się wspomnieniami, co sprawiło nam wszystkim ogromną przyjemność i zebraliśmy mnóstwo nowych doświadczeń. Moja znajomość angielskiego wyraźnie się poprawiła, z czego byłam niezmiernie dumna-przecież o to, między innymi, chodziło. Na obozie byłam duszą towarzystwa-w końcu miałam już pewne doświadczenia z poprzedniego roku;) Czułam się pewnie i starałam się "rozruszać" "pierwszaków":) Oczywiście udawało mi się to i dzięki temu pod koniec turnusu mój notes z adresami pękał w szwach:) Do dziś utrzymuję znajomości z wieloma uczestnikami, którzy pamiętają moją pomocną dłoń, poczucie humoru i niegasnący uśmiech na twarzy:) Tuż po powrocie z gór zapisałam się na kurs niemieckiego, bo nie lubię bezczynności, a nie mogłam znieść myśli, że kolejne 3 tygodnie spędzę głównie w domu, wyrywając się tylko od czasu do czasu na spotkania ze znajomymi-musiałam wypełnić resztę czymś pożytecznym, a zarazem przyjemnym:) 3 tygodnie, bo zaraz potem kolejny punkt wakacyjnego programu oczekiwał na realizację-pielgrzymka na Jasną Górę. Te 10 dni, które spędziłam w drodze, były pełne wrażeń, a jednocześnie dały mi możliwość wyciszenia się, dotarcia do swego wnętrza, uporządkowania powstałego tam lekkiego nieporządku oraz nabrania mnóstwa energii i sił na następne miesiące. Z pielgrzymki wróciłam uspokojona i pełna zapału, nie wspominając o czekoladowej opaleniźnie;) Tuż po złapaniu oddechu w domu, czekała na mnie jeszcze jedna atrakcja tych wakacji-wyjazd do USA! Oczekiwałam go z największą niecierpliwością od chwili, kiedy udało się wszystko zorganizować, tj. ... od 4 miesięcy!! Miałam nadzieję na spędzenie niezapomnianych 3 tygodni u wujostwa, które gościło mnie u siebie w domu. W trakcie pobytu miałam niepowtarzalną okazję poznać mentalność i codzienność ludzi "zza wody", które do tej pory znałam jedynie z książek i filmów:) Tak też się stało-wzbogaciłam się o niezwykły bagaż nowych-jakże innych od pozostałych doświadczeń, którymi chętnie dzielę się teraz, po wakacjach, z przyjaciółmi. Jestem pewna, że tegoroczne wakacje pozostaną na wiele lat w mej pamięci i będą długo czekać na inne, które je przebiją;))


[email protected]

Kocham naturę nieskalaną wszędobylską cywilizacją. Uwielbiam jej nieokiełznaną dzikość. Zachwyca mnie jej siła i rządzące nią nieubłagane prawa. Każdego lata staram się dotrzeć w takie miejsca gdzie nie spotkam tłumu rozkrzyczanych turystów, by móc rozkoszować się naturą w całej jej okazałości, w całej krasie. Kiedy czuję się jedynie jej małą namiastką, czuję jej niebywałą potęgę i siłę. Wiem, że jestem jej niewielką cząstką i jestem szczęśliwa, że istnieję pośród zbóż, traw, dzikich kwiatów, rumianków i nieprzeniknionych leśnych łąk. Jestem szczęśliwa z faktu że istnieję, iż natura powołała mnie do życia. Rozkoszuję się każdym dniem, każdym porankiem skąpanym w porannej rosie. Oddycham pełna piersią, zachłannie pochłaniając każdy haust świeżego pachnącego powietrza. Przepiękne są Bieszczady nieodgadnione, nie odkryte do końca dywany połonin i niezbyt zaludnionych szlaków. Bywam tu każdego roku, by przemierzać rowerem dzikie nieokiełznane ostępy, gdy towarzystwa dotrzymuje mi jedynie słońce, wiatr i natura. Oto tutaj akceptuję siebie najbardziej, wiedząc, że jestem małą cząstką nieprzeniknionej, nieodgadnionej przyrody. Gdzie każda kropla deszczu jest moją łzą i kroplą życia spadającą z chmur. Tutaj czuję się naprawdę szczęśliwa i potrzebna światu. Tutaj nie muszę dbać o codzienny makijaż bo wtapiam się w naturę i jestem jej cząstką, kropelkąą, ziarnkiem piasku, śladem zostawionym na trawie. Tutaj chce się żyć i przestają być ważne codzienne troski. Tutaj górę bierze zew natury. Po raz kolejny odkrywam, że świetnie radzę sobie bez suszarki, lokówki czy solarium. Jestem szczęśliwa obcując z przyrodą. .I nic już nie jest ważne tylko ja i pachnąca sianem trawa. Gdyby można ten zapach zatrzymać na zawsze w swoim sercu i pamięci. I nic to, że oddaliłam się tutaj od ludzi, ale zbliżyłam do tego co było początkiem ludzkiego istnienia do najprostszej i najwykwintniejszej natury. Oto cała prawda o moich wakacjach, które tylko wówczas mają sens gdy zaspokajają moje nienasycenie niespotykanym urokiem nieprzeniknionej przyrody. Tutaj wiem że żyję, tak na prawdę żyję pełna piersią tylko tutaj. Kiedy budzę i się i zasypiam jestem szczęśliwa i nic nie jest w stanie zburzyć mojego wewnętrznego spokoju no chyba , że muszę wracać do codzienności i cywilizacji z zacinającą się windą i z huczącym tramwajem czy metrem i rozkrzyczanym i nieprzyjaznym tłumem ciał poruszającym się miarowo w tę lub inna stronę. Chciałabym na zawsze zatrzymać czas wakacji bo tylko wtedy czuję się szczęśliwa. Te niezwykłe doznania pojawią się w moim sercu świadomości dopiero za rok kiedy wrócę w te niezwykłe zakątki by rozkoszować się czarem zwykłej, niezwykłej natury. Czekajcie więc na mnie dzikie ścieżki i połoniny wrócę na pewno....


[email protected]

Wakacje w tym roku były dla mnie naprawdę cudowne a to za sprawą tego, ze urodziłam drugie dziecko - synusia. Dostałam do rąk Stworzonko kompletnie zdane na mnie, takie małe zawiniątko, które z zamkniętymi oczkami szukało piersi. Jak mu nie pomóc? Moje potrzeby, zmęczenie, niewygoda stały się jakby dodatkiem do jego potrzeb i wymagań. Ponowne macierzyństwo przyniosło mi uspokojenie. To dziwne, bo właśnie teraz jest o co się troszczyć i czym martwić, ale waga problemów, którymi żyłam przedtem zmalała, niepokój wewnętrzny, trawiący mnie czasami, umilkł, a ja zaczęłam przyjmować rzeczy takimi, jakie są. Bycie matką dostarcza tyle radości, że nawet największy trud się opłaca. Obserwowanie dziecka, jego rozwoju każdego dnia dawać może więcej satysfakcji niż oszałamiająca kariera zawodowa, czy robienie doktoratów. Zresztą tutaj, na miejscu mogłam zdobyć doktorat - z życia, z bycia dobrą matką. A synuś odpłaca mi za wszystko co mu tak lekką ręką ofiarowuje - z dnia na dzień pięknieje, nabywa nowych umiejętności. Najpierw były to drobiazgi - z grymasu ust pewnego dnia zrobił się całkiem świadomy uśmiech, rączka, z początku zupełnie bezwolna, z czasem zaczęła trafiać i chwytać coraz precyzyjniej; Macierzyństwo ponownie zmieniło mnie; stałam się innym człowiekiem. Rozpiera mnie energia i moc, że… starczyłoby dla następnego dzidziusia.


[email protected]

Wakacje 2004
5 książek do przeczytania
7 planów do zrealizowania
Szczypta odwiecznych marzeń spełnionych
Odrobina cudownych chwil - namiętnością wypełnionych!!
3 prawdziwe połówki odnalezione
3 złudzenia i nadzieje utracone
100 imprez,
100 randek
2000 km po bezdrożach w poszukiwaniu siebie przejechanych,
65 babskich wieczorów odjechanych!!
21 godzin u fryzjera
99,9% samozadowolenia!!
2500 kalorii dnia każdego
5 gałek lodów- nigdy za dużo słodyczy dla osłodzenia życia swego!!;
100 % wakacyjnego zadowolenia
Nieskończenie trwające cudowne wspomnienia!!!


[email protected]

Dla mnie najpiękniejszym wspomnieniem z tegorocznych wakacji jest maleńki cud, jakiego doświadczyłam osobiście. To była polowa lipca, urlop zbliżał się ku końcowi, a my mimo całkiem ładnej pogody i wolnego czasu siedzieliśmy w domciu. Ze wzruszeniem i radością po raz setny oglądaliśmy film i zdjęcia z naszego ślubu i cieszyliśmy się sobą. Minęły zaledwie 2 tygodnie naszego wspólnego małżeńskiego życia, a czas nieubłaganie przypominał o tym, że lada dzień trzeba wrócić do pracy... Naszą podroż poślubna odbyliśmy 2 miesiące przed ślubem, wiec właściwie nie zdążyliśmy o niej zapomnieć, a kolejny wyjazd planowaliśmy na jesień. Wypoczęta wróciłam do pracy, a tam nikt długo nie pozwolił mi cieszyć się miłymi wspomnieniami .Szybko trzeba było wrócić do rzeczywistości i obowiązków. Ale cos nie dawało mi spokoju...- dziwne przeczucie nie pozwalało mi się skupić na pracy- wiec pobiegłam do apteki...Nie myliłam się bladziutka kreseczka na teście wskazywała że nasza rodzinka się powiększy. Cieszyłam się niesamowicie. Na drugi dzień zrobiłam ponowny test i tym razem moje przeczucia się nie myliły. Po kilku dniach pierwsza wizyta u lekarza- i diagnoza- "jest pani w ciąży"- a wiec będę mieć dziecko, będę mamą - te słowa były i są dla mnie najmilszymi wspomnieniami tego lata. Aktualnie jestem w czwartym miesiącu ciąży, jestem na zwolnieniu lekarskim i nic nie poprawia mi samopoczucia jak świadomość tego, że nosze w sobie nowe życie...


[email protected]

Te wakacje były jednymi z lepszych w moim życiu. W końcu spełniło się moje wielkie marzenie. Wraz z mężem zaplanowaliśmy sobie wyjazd w Alpy ze zdobyciem Mount Blanc (najwyższego szczytu Alp Francuskich) . Pojechaliśmy jak to mówią zieloni. Z Genewy dostaliśmy się do Chamonix a stamtąd już tylko pieszo podchodziliśmy 3 dni na upragniony szczyt. Zakoczowaliśmy w pierwszą noc gdzieś w krzakach . I tam też pozostawiliśmy prawie wszystkie swoje rzeczy, te które uznaliśmy za zbędne na górze. Wyszliśmy, pamiętam jak dziś, 13 września. Na 3129 metrach spędziliśmy druga noc pod gołym niebem bo namiot tez uznaliśmy za balast zbędny. I tej nocy ni zapomnę nigdy w życiu. Miliony gwiazd na niebie i ten niesamowicie duży księżyc jakiego wcześniej nigdy nie widziałam . Prawie całą noc nie zmrużyłam oka bo patrzyłam na tak cudowne niebo pełna podziwu. Rano wyszliśmy na tzw. "atak szczytowy" o 4 było jeszcze ciemno ale zamiast latarek mieliśmy wspaniały księżyc w pełni . Mimo że była 4 rano a dzięki niemu było jasno. Weszliśmy w lodowiec a tam już były nieprzelewki trzeba był uważać na każdy krok na każde posunięcie .Wbijaliśmy czekany w lodowiec i raki które wcześniej założyliśmy na buty i brnęliśmy krok po kroku na nasze dużo ponad czterotysięczne marzenie . Pogoda nam sprzyjała widać tam na górze ktoś nas musi lubić. Pewnie było już dobrze po południu jak dotarliśmy na szczyt . Zmęczeni ale szczęśliwi, ja szłam kawałek za mężem i chyba dobrze bo jak udało mi się dotrzeć na wierzchołek to ukradkiem ocierałam łzy szczęścia , że jednak udało mi się tam dotrzeć. Byłam niesamowicie szczęśliwa . Zeszliśmy do Vallotu takiego schronu niedaleko szczytu i tam już zostaliśmy na noc bo zaraz po tym jak zeszliśmy ze szczytu pogoda nam się popsuła zamgliło się nieziemsko i zaczął wiać potworny wiatr . Ta noc w schronie nie należała do przyjemnych zimno okropne nawet przystosowany do mrozów śpiwór niewiele pomógł. Dobrze, że w zapasie miałam puchową kurtkę która dodatkowo się nakryłam i jakoś doleżeliśmy do rana bo o śnie raczej nie było mowy. Tych wakacji na pewno nigdy nie zapomnę. I już marzę o następnej górze Matterhorn . Morze kiedyś uda mi się zdobyć ten kolejny cudowny szczyt.


[email protected]

Tegoroczne wakacje były jednymi z ciekawszych, przeżytych do tej pory. A wszystko za sprawą mego wyjazdu z rodziną nad jezioro. Spędziliśmy tam kilka dni. Przeżyliśmy groźną burzę ze strasznymi piorunami, ale tez cieszyliśmy się nie lada upałami choć zapowiadało się, ze lata w tym roku nie będzie. Wakacje te były tez inne niż wszystkie pozostałe, gdyż w tym roku udało mi się w końcu rzucić palenie i moja sylwetka hmmm. troszkę się zmieniła:). Musiałam intensywnie zadbać o siebie i stracić dodatkowe 7 kg. Skutecznie pomógł mi w tym ujędrniający balsam Dove. Dziękuję Wam za to. Musiałam też niestety ograniczyć moje ukochane lody śmietankowe! Ale udało mi się. Czuje się wspaniale. Szkoda, ze lato się kończy. Pozostaną mi wspaniałe wspomnienia.


[email protected]

Niestety nigdzie nie wyjeżdżałam, ale nie zmartwiłam się tym zbytnio, wyjeżdżając musiałabym zostawić swój ogród, kwiaty a są one dla mnie bardzo ważne, uwielbiam je pielęgnować, uważam ze ludzie przebywający w miejscach gdzie jest sporo kwiatów czują się lepiej i kolorowo patrzą na świat. W wakacje, w lato lubimy przesiadywać i grillować z znajomymi do pozna, bardzo mile są to spotkania, niezapomniane, zawsze jest sporo zabawy i to mi wystarczy, cieszę się tym ze fajnie spędzam czas z przyjaciółmi, choć na pewno cudownie było by wyjechać na egzotyczne wakacje, jednak z wielu powodów jest to niemożliwe, ale nie gryzę się tym, tutaj na miejscu tez można spędzić niezapomniane chwile, które długo się wspomina gdy już jest zimno i nie tak kolorowo.



[ Strona główna ]    [ Mapa serwisu ]    [ Klauzula poufności ]    [ Poleć stronę ]

[ Dodaj do ulubionych ]    [ Subskrypcja ]    [ Najczęściej zadawane pytania ]

     

 Strona Główna Salon Dove Świat Spa