Zobacz co
nowego w świecie kosmetyków Dove.










 
 
 
 






 

6. Monika z Poznania

Moje lato.

Tego roku lato postanowiłam spędzić jakoś inaczej. Wiedziałam już wcześniej, że mój zapracowany mąż nie będzie mógł spędzić z nami nawet kilku chwil, dlatego nawet nie proponowałam mu wspólnego wyjazdu. Czuję się wtedy winna, że narażam go na stres ciągłej odmowy, a on przecież tak bardzo zabiega o to, aby żyło nam się na w miarę przyzwoitym poziomie.

Jeszcze nie przestał marzyć o tym, co 15 lat temu stało się naszym celem, że wybudujemy piękny dom, w wiejskim stylu, z widokiem na jezioro. Od zawsze lubiłam zapach wody w pobliżu, mój mąż natomiast, jako niedoszły ratownik wodny, uwielbia się kąpać - uradziliśmy wiele lat temu, iż takie okoliczności dla naszego domostwa są wręcz wymarzone.

Córka - zwykła niezwykła nastolatka - już w lutym zaczęła coś "ćwierkać" o letnim wyjeździe na obóz kajakowy na Mazury, a znając Inkę i jej temperament (po mamusi) nie pozwoli, by cokolwiek stanęło jej na drodze. Zresztą jako ukochana córeczka tatusia już w maju przekonała go, aby dokonał przedpłaty. Tym sposobem każdy wiedział co ze sobą zrobić - ja natomiast miałam rozkoszować się wolnością, której moi domownicy stwierdzili, że łaknę.

Szkoda, że nikt mnie nie spytał o zdanie, bo w tej chwili akurat myślę, że wolałabym jednak ten czas spędzić z Michałem - moim mężem- ale to akurat, jak się okazało, było wykluczone.

Pojechałam więc do Puszczy Noteckiej, która słynęła na całą okolicę z pięknych lasów i jezior, a nade wszystko ze świętego spokoju. Pojechałam więc "w ciemno", gdyż stwierdziłam, iż o miejsce do spania nie powinno być trudno. W tym roku wszyscy jechali nad Bałtyk, skutkiem czego jeziora były mniej okupowane. Na miejscu jednak miałam się przekonać w jak wielkim błędzie byłam.

Wszyscy chcieli wakacje spędzać bliżej natury, niekoniecznie na sopockim molo lub na Giewoncie. Ostatkiem sił znalazłam wolne miejsce u pewnego samotnika, od którego każde słowo musiałam kupić. Na początku zastanowiłam się, czy może nie szukać dalej, albo w ogóle zrezygnować z tych wakacji, ale potem stwierdziłam, że właściwie on tak niewiele mówi, że chyba nie mam się czego bać.

W miarę, jak mijały dni zaczęłam obserwować, że jest to facet, który coraz bardziej mnie intryguje. Przede wszystkim najciekawsze było jego zajęcie, a mianowicie lepił garnki. Czasami wstawał bardzo wcześnie i lepił je o wschodzie słońca, a ja łapałam się na tym, że często zupełnie świadomie nastawiałam budzik na te lipcowe poranki i sprawdzałam, czy rozstawił swoje narzędzia przed chatą.

Któregoś poranka odważyłam się i wstałam wcześniej niż on, umyśliłam sobie, że pójdę na poranny wczesny spacer, a w drodze powrotnej, niby przypadkiem, udam zaskoczoną jego zajęciem. Bardziej zaskoczony był on, być może dlatego, że moje zaskoczenie było przecież udawane. Bez słowa usiadłam na ławce pod chatą i przypatrywałam się jego zajęciu, jak wprawnymi ruchami lepił dużą misę. Ręce po same łokcie miał ubrudzone gliną, ale nie zrażało go to, wydawało mi się wręcz, że z kontaktu z materiałem rzeźbiarskim czerpał jakąś dziwną przyjemność. Złapałam się sama na myśli o tym, że chciałabym poczuć mokrą glinę między palcami. Nim zdążyłam o tym pomyśleć, ciszę przerwało krótkie i rzeczowe pytanie:

- Chcesz spróbować?

Sama nie wiem, czy to z zaskoczenia, czy z zawstydzenia, ale nic nie odpowiedziałam, podeszłam do niego, co było aż nazbyt jasnym komunikatem, iż tylko czekałam na tę propozycję. Myślałam, że będzie zawstydzony taką bliskością kobiety, ale ku mojemu zdziwieniu nie stanowiło to dla niego problemu.

Wręcz przeciwnie: podszedł do mnie blisko, usadził na krzesełku, a sam się pochylił i objął rękami od tyłu. Nasze ręce się spotkały, a on wprawnymi ruchami prowadził moje palce tak, aby uformować piękny kształt misy. Cały pachniał mieszanką rannego powietrza i gliny. Trwało to jakąś chwilę, a kiedy uznał, że misa przybrała zadowalający kształt przestał obracać nią. Cisza, która zapadła była tak kłopotliwa, że szybko weszłam do domu.

Do końca pobytu już nie odważyłam się na poranny spacer, może dlatego, że podświadomie nie mogłam poradzić sobie sama ze swoimi myślami. Wiedziałam, że powinnam myśleć o mężu, powinnam za nim tęsknić, a ja myślałam tylko o mężczyźnie, o którym nic nie wiedziałam. Ostatniego wieczoru miałam tak podły humor, że nie poszłam nigdzie, tylko usiadłam przed chatą i cały czas wpatrywałam się w tarczę księżyca. Usłyszałam skrzypnięcie drzwi, ale nadal siedziałam nieruchomo. Poczułam jak ogarniają mnie silne ramiona, a moje usta stapiają się w słonawym smaku z niemymi ustami.

Trwało to może pięć, a może dziesięć minut, ponieważ właśnie wtedy pomyślałam o moim mężu, który ciężko pracuje i tęskni za mną. Jest wspaniałym człowiekiem, który zamyka w sobie cały świat i to myśląc weszłam do domu. Mój towarzysz oszołomiony pozostał na ławce jeszcze długo, być może myślał, że się otrząsnę i powrócę. Tymczasem ja zasnęłam spokojnie, w harmonii ze sobą, będąc przekonaną, że dotąd już zawsze zapach gliny przypomni mi te niezwykłe wakacje.

 
» powrót do listy



[ Strona główna ]    [ Mapa serwisu ]    [ Klauzula poufności ]    [ Poleć stronę ]

[ Dodaj do ulubionych ]    [ Subskrypcja ]    [ Najczęściej zadawane pytania ]

     

 Strona Główna Salon Dove Świat Spa