Zobacz co
nowego w świecie kosmetyków Dove.










 
 
 






 

1987 rok, 1993 rok, 2003 rok. Każdy z nich podobny do poprzedniego. Każdy ma cztery pory roku i podobną ilość dni. Dni wypełnionych pracą, nauką, wypoczynkiem. Obowiązki i rozrywki, najczęściej na przemian. Czas upływa monotonnie cykając zegarem życia. Cyk, cyk, cyk... Mijają dni, miesiące, lata. Cyk, cyk, cyk... Jednak pomimo swej monotonii, nie do końca dzień jest podobny do dnia. Wszystko tak naprawdę leży w naszych rękach. Każdy ranek może być początkiem podróży przez dzień pełen przygód i zaskakujących niespodzianek. Każdy z nich może być naszym wielkim osiągnięciem, jeśli tylko chcemy. To my sami jesteśmy odpowiedzialni za nasze życie, my go tworzymy i potem spijamy - w zależności od naszego wkładu - albo słodką śmietankę, albo gorzką, czarną polewkę. Życie jest jak masa plastyczna. Możemy biernie siedzieć z boku i przyglądać się jak ktoś inny tworzy z naszej plasteliny niezależny od nas twór, albo misternie lepić swoją własną osobowość. Wszystko zależy od naszej inwencji, zapału i wyobraźni. Pomimo tego, że świat czeka na nasze potknięcia, tylko od nas zależy jak się potoczą nasze losy, czy osiądziemy na mieliźnie życia, czy też wyciągniemy z nieszczęścia odpowiednie wnioski i uczynimy z nich doświadczenie, albo przestrogę na przyszłość. Ja postanowiłam iść tą drugą drogą - "śmiać się ze wszystkich, mimo wszystko i ze wszystkiego". Podsumowując miniony rok - jako przewodnią jego część - muszę ogłosić największy zawód miłosny mego życia. To był Tomuś, Tomasz, Tomaszek. Cały mój sens, moja nadzieja i miłość wszechczasów. Liczył się tylko On. Chwila, w której jego przy mnie nie było - była straconą. Dzień dzielił się na momenty, kiedy byliśmy razem i kiedy jego przy mnie nie było. Poddałam się temu uczuciu bezgranicznie. On! To był sens sam w sobie. Wakacje w górach, bo Tomek nie znosił morza, na śniadanie wszystko z mlekiem, bo uważał to za zdrowe, spacery tylko po zmroku, bo dla niego to była najlepsza pora. Zapomniałam, że lubię latem morską wodę, że uwielbiam spacery rankiem i nienawidzę mleka. Pragnęłam jego zadowolenia i szczęścia. Tylko to się dla mnie liczyło. Trwało to siedem miesięcy. Kochałam i byłam kochaną. Przynajmniej tak mi się wtedy wydawało. Ale tak naprawdę kochałam tylko jego, zapominając o sobie. Pewnego dnia, jak grom z jasnego nieba, usłyszałam, że to koniec, że kogoś ma, że nie mógł już wytrzymać z moją bezkształtnością. To był cios w samo serce. Długo rozpaczałam, cierpiałam i od nowa rozpamiętywałam nasz związek. Nie wychodziłam z domu, nie chciałam się spotykać z przyjaciółmi. Wydawało mi się, że jestem już stracona. Przemyślałam to wszystko chyba tysiąc razy. Teraz już wiem, że moim największym błędem było to, że nie potrafiłam najpierw pokochać siebie. Postanowiłam zacząć wszystko od początku. 2003 rok był dla mnie największą porażką, ale też rokiem, w którym odniosłam największy sukces - odkryłam siebie i własną wartość. Panuję teraz nad własnym umysłem i całym życiem. Odczuwam impulsy zewnętrzne jeszcze bardziej intensywnie niż dawniej, kocham świat, otwieram się do ludzi, czerpię całą esencję z życia. Kocham żyć! I jeśli znajdę kogoś, kto podąży ze mną w przyszłość - to będę go kochać tak samo mocno, jak życie, jak miłość i jak siebie samą.

 



[ Strona główna ]    [ Mapa serwisu ]    [ Klauzula poufności ]    [ Poleć stronę ]

[ Dodaj do ulubionych ]    [ Subskrypcja ]    [ Najczęściej zadawane pytania ]

     

 Strona Główna Salon Dove Świat Spa